Znaleźć ryby

Tęczówka oka ryby jest jasnoczerwona. Zabarwienie łusek jest osobną rozmową: trudno jest znaleźć bardziej luksusowy koloryt wśród aniołów. Czarne płetwy są pokryte małymi koralikami opalizujących jasnych niebieskich plam. Ciało samej ryby jest niebiesko-zielone. Po bokach znajdują się dwa duże czarne plamki. Na ogonie ... Ryby odgrywają ważną rolę w żywieniu człowieka na każdym etapie jego rozwoju, zarówno w żywieniu dzieci, jak i osób starszych. W krajach, gdzie stanowią stały element jadłospisu, ludzie żyją dłużej i znacznie rzadziej występują u nich choroby związane z układem krążenia czy nowotwory. Tłuste ryby... Ryby oczekują zwykle wsparcia partnera, pragną aby partner był osobą odpowiedzialną i poważną. Nie znajdują tego u Wodnika, który jest beztroski, bywa roztargniony i niezbyt odpowiedzialny. Porozumienie mogą znaleźć na gruncie zawodowym, obie osoby interesują się wszystkim, co niebanalne, mają oryginalne zainteresowania. Jak znaleźć ryby? Znalezienie ryb na otwartej wodzie może nie być łatwym zadaniem. Wszystko zależy od pory dnia, a także od temperatury wody. Wielu ekspertów uważa, że dobrze jest wybrać się na ryby tuż po zmierzchu, o świcie lub nawet w nocy, ponieważ to właśnie wtedy żerują największe ryby. W tym wypadku trzeba jednak ... W Biblii znaleźć można wiele mądrości, i wbrew pozorom nie jest ona ograniczona do głębokich duchowych przemyśleń. Często znaleźć w niej można proste i praktyczne wskazówki, dzięki którym możemy stawać się lepszą wersją siebie samego na wielu płaszczyznach życia. „Rozwój - biblijne inspiracje” to seria, w której ks. Ryby i Koziorożec. Para dobrze dobrana seksualnie. Mogą się pojawić małe problemy i nieporozumienia, ale tych dwoje ma wszelkie warunki, by znaleźć rozwiązanie. Ryby wniosą romantyzm w beznamiętne uczuciowe życie Koziorożca. Różnice się uzupełniają, dlatego może to być udany zarówno związek jak i małżeństwo. Ryby i Wodnik Świeża Ryba Chłopy Zasmakuj w naszych rybach! Zdrowa Ryba to sklep rybny, który oferuje zawsze zdrowe i świeże ryby w atrakcyjnych cenach. Od lat zajmujemy się połowem, przetwarzaniem oraz wędzeniem ryb, co dla Klientów oznacza sprawdzony towar oraz gwarancję najwyższej jakości. Ryby i Koziorożec Para dobrze dobrana seksualnie. Mogą się pojawić małe problemy i nieporozumienia, ale tych dwoje ma wszelkie warunki, by znaleźć rozwiązanie. Ryby wniosą romantyzm w beznamiętne uczuciowe życie Koziorożca. Różnice się uzupełniają, dlatego może to być udany zarówno związek jak i małżeństwo. Nie dziwi więc fakt, że i wędzone ryby znaleźć można w bułkach. Przede wszystkim to łosoś, najbardziej szlachetna z naszych morskich ryb. Różowe, tłuste plastry wędzonego na zimno łososia z dodatkiem koperku i sosu na bazie śmietany to prawdziwy przysmak. 123RF Horoskop dzienny - Ryby. Ryby. Merkury w trygonie zapewni Ci powodzenie w miłości. Samotne Ryby zaczną rozglądać się za przystojniakami – szczęście wam sprzyja. ... Jeśli chcesz pomnożyć majątek, zdobyć dodatkowe zlecenia, czy znaleźć lepiej płatną pracę, wesprzyj się amuletami feng shui, które przyniosą energię ...

[tyrada] Szkoła, PornHub I społeczeństwo

2020.09.22 13:56 Nahcep [tyrada] Szkoła, PornHub I społeczeństwo

tl;dr jak szkoła ma w poważaniu prawa ucznia i dlaczego mnie to boli
Zobaczyłem dzisiaj rankiem na portalu ze średnio śmiesznymi papieżami zrzut ekranu z fanpage’a pewnego liceum w naszym kraju. Dla niewtajemniczonych: na wymienionym w tytule portalu pojawiło się kilka tytułów, zawierających imię i nazwisko jednego z uczniów, z dopiskiem „GŁOSUJ NA PRZEWODNICZĄCEGO”. (Więcej nie napiszę bo zasady globalne Reddita, kto chce powinien znaleźć). Żart oczywiście lotów na tyle niskich, że rozbiłby się w Żuławach Wiślanych, ale reakcja na niego już tak błaha nie jest.
Oto na ww. zrzucie widnieje informacja, jak to „po rozważeniu wszystkich naruszonych przez (...) przepisów prawa karnego, Statutu (...) I Regulaminu Samorządu Uczniowskiego (...) podjął decyzję o skreśleniu kandydata”. [podkreślenie moje]. I po zobaczeniu tego wpisu, niezależnie czy dzieciak jest tu winny czy nie, miałbym parę ciepłych słów w kierunku dyrekcji i prowadzących fanpage.
Widzicie podkreślony przeze mnie fragment komunikatu? Otóż mamy w naszym kodeksie karnym taki ciekawy przepis, art. 212 §2: >Kto [pomawia inną osobę, (...) o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej] za pomocą środków masowego komunikowania (wyciąłem nieistotne fragmenty) Brzmi znajomo? Mamy dane osobowe gagatka – imię, nazwisko, szkoła do której uczęszcza; mamy aluzję, że popełnił parę przestępstw (o tym szerzej zaraz), skutkiem czego podjęto wobec niego sankcję. Może taka informacja poniżyć ucznia w opinii publicznej? Jeszcze jak.
„Zaraz zaraz, a co kiedy zarzut jest prawdziwy?”, słyszę. Otóż jako że jest uczyniony publicznie, to musi albo dotyczyć osoby pełniącej funkcję publiczną, albo służyć ochronie społecznie uzasadnionego interesu. Konia z rzędem temu, kto udowodni że zaistniało którekolwiek. Ale dobra, uznajmy że było to niepublicznie, więc wymagana jest tylko prawdziwość. Otóż... Skąd szkoła wie, że to ten uczeń jest sprawcą? I to ta sprawa mnie zagotowała na tyle, że jak nie ja popełniam tenże rant. Bo czy szkoła nie ma kształtować postaw prospołecznych, sprzyjać aktywnemu uczestnictwu w życiu społecznym? Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób to tutaj uczyniła.
Jeśli nie jest to jasne, to uściślę – nietrudno mi wyobrazić sobie sytuację, w której jakiś inny śmieszek te tytuły wstawił kompletnie niezależnie od ukaranego ucznia – ot, żeby zrobić sobie jego kosztem podśmiechujki. Czy to w ramach koleżeńskiego żartu, czy to w ramach tzw. bullyingu (czyli dla szkoły koleżeńskiego żartu). A szkoła, ze znanym nam wdziękiem, przeszła o stopień ponad ‘nie obchodzi mnie kto zaczął’, odpalając protokół ‘jest tu twoje imię więc jesteś winny, ciesz się że nie idziemy na policję’. Jak to może wpłynąć na postawę obywatelską ucznia będącego ofiarą nękania, nie muszę chyba opisywać.
I tu sedno sprawy – jak to w skali mikro objawił się makroproblem polskiego społeczeństwa. Społeczeństwa, które szczyci się tym, że szanuje przywileje innych... Tak długo, jak nam to nie zaczyna przeszkadzać. Uczeń ma prawa, które nam przeszkadzają? Niech gówniarz nie pyskuje, ja jestem władzą więc ma się słuchać. Pracownik upomina się o swoje? Jak mu się nie podoba to niech idzie gdzie indziej, to ja płacę więc wymagam. Obywatele chcą żyć w demokratycznym państwie prawa? Takie idee to przeżytek, który przeszkadza w sprawnym sprawowaniu władzy. I tak dalej, i tym podobne. Jeśli ktoś ma prawa które są dla nas niewygodne, to tym gorzej dla nich. Nic dziwnego, że każdy akt, nawet ten dzięki któremu państwo polskie w ogóle istnieje, to nic więcej niż papier z jakimiś szlaczkami – kiedy każdy, od głowy tej ryby po jej ogon, nie traktuje ich jako całości, a wybiera wyłącznie to, co pasuje – jak ja z sałatkami.
Kończywszy niniejszy wysryw, chciałbym się dowiedzieć jakie to były te „wszystkie naruszone przepisy”. W końcu, jak wspomniałem, to poważne oskarżenie, na pewno dobrze przez samorząd (a nie narzucającego decyzję dyrektora, któremu zapalił się tyłek że szkoła będzie słynna dzięki PH) umotywowane prawnie i faktycz– dobra, to za daleko nawet jak dla mnie.
submitted by Nahcep to Polska [link] [comments]


2019.01.04 07:41 taigorg optymalizacja seo joomla dla odwiedzających i wyszukiwarek

Simple Page Seo - Optymalizacja dla odwiedzających i wyszukiwarek

Wybrałem bardzo wąską niszę z tak małym (internet małym) klientem root. Aby wyświetlić listę witryn internetowych w Mapach Google, aby uzyskać najlepszy ruch z Google, otrzymujesz również specjalne przywileje od Google.


Okay, jesteś dumną mamą lub tatusiem dla swojej nowej, światowej sieci. Co teraz? To nie jest tak jak w przypadku filmów - tylko osoba, która je zbudowała, nie przyjdzie. Internet to ogromna, nieograniczona przestrzeń z ciągle rosnącą liczbą stron internetowych. Jesteś tylko jedną małą witryną wśród milionów. Jak ktokolwiek cię znajdzie? Jak ktoś staje się widoczny?

Gdy raz przejrzycie samochód i zgłosicie "Call for Content", chcecie rozpocząć pisanie artykułów. Gorąco polecam pisanie w programie Word lub innym edytorze tekstu, który pozwala jednostce korzystać z pisowni, gramatyki i innych narzędzi do edycji.

Gdy już okaże się, że twoje włosy są dobrą niszą, możesz zacząć składać ebooki oparte na odwołaniach niszowych. Więc jeśli marketingujesz ludzi, którzy chcą zrozumieć, jak łowić ryby, możesz napisać stosunkowo krótki, może od dziesięciu do piętnastu stron ebook lub artykuł uczący kogoś umiejętności i informacji, których powinni nauczyć się łowić. Podejście stało się popularne i należało do głównych części, aby skutecznie i efektywnie wykorzystywać strategię marketingową online ebook.

Kiedy mówimy o SEO, znajdziesz dwa główne elementy do SEO, optymalizacji seo na stronie i poza nią. Zdecydowanie jedną z rzeczy, która obejmuje optymalizację na stronie, jest jakość zadowolona. Jakość artykułów z treścią jest ważniejsza niż pełnia.

Google ma również narzędzie o nazwie "Narzędzie Google do słów kluczowych", które może być powiązane z osobami, aby uzyskać odpowiednie słowo kluczowe dla swojej firmy. To narzędzie jest bezpłatne i jest prawdopodobnie najczęściej używanym narzędziem setek stron internetowych, najlepszych firm, właścicieli witryn internetowych itp.

W ciągu ostatnich kilku lat znałem zbyt wielu klientów i znajomych, którzy za pomocą swojej witryny internetowej zostali oszukani za kilka tysięcy dolarów, a nikt z ich klientów nie odwiedził ich strony, a ponadto teraz walczą o spłatę rachunków ze wszystkich stron. tego.

Social Bookmarking. Jest to świetny sposób na tworzenie wysokiej jakości linków wstecznych i powiadamianie robotów sieciowych, że masz stronę internetową dotyczącą wspaniałych treści, które czekają na zaindeksowanie. Uważaj jednak, aby nie umieszczać zbyt dużo w tej metodzie indywidualnie, ponieważ wielu ludzi próbuje tej konkretnej metody w czasie marketingu online.

Projekt witryny przyjaznej dla Google - porady Instant Seo

Sztuczka polega na tym, by osiągnąć równowagę, która nie jest ani liczna, ani wystarczająca. Po uszkodzeniu łącza obrazkowego na obrazie pojawi się tekst alternatywny. Po tym kroku możesz znaleźć gotową do rozkwitu przygodę.
Możesz wyświetlić swoją witrynę w Mapach sieciowych, aby uzyskać najlepszy ruch od Google. Możesz dodać nazwę swojej siedziby firmy do tej substancji w organizacji w Google W czasach biblijnych. Mapy te stały się centrum biznesu online. Małe, duże firmy mogą teraz zrozumieć, jak ważne są te mapy. Nie możesz także poznać jego znaczenia, gdy zdobędziesz z nich swoje centrum biznesowe.

Przeszukujmy ułamek najlepszych narzędzi optymalizujących seo, aby dać ci pokera. Przyjrzymy się trzem, które są bardzo cenione. Nie spiesz się i uczyć się dostatecznie zwiększyć zyski z nimi. Na pewno będzie warto, gdy zdobędziesz reputację jako wydajne źródło SEO.

Google może również mieć narzędzie o nazwie "Narzędzie Google do słów kluczowych", które może być używane przez większość osób, aby uzyskać odpowiednie słowo kluczowe dla swojej firmy. Jest on oferowany bezpłatnie i jest najczęściej używanym narzędziem przez setki stron internetowych, najlepszych firm, właścicieli witryn itp.

Dla większości ludzi wtyczki WordPress są dziś najważniejszą platformą blogową WordPress. Czy rzeczywiście można powiedzieć, że istnieje wtyczka do wszelkiego rodzaju rzeczy, które powinieneś zrobić skierowane na swojej stronie.

Zastanawiałem się, dlaczego nie otrzymałem wyników. Zostaliśmy zastawieni. Co robiłem absolutnie niepoprawnie? Dlaczego wydałem pewną kwotę i nie przyciągnąłem takiego samego ruchu, jak sądziłem, że zazwyczaj powinienem?

Wyszukiwarki pojawiają się co kilka dni, co kilka godzin. To jest po prostu ustalane, jak często aktualizujesz i czy pająki czują się opuszczone z powodu. Ale poważnie nie wiesz, kiedy to możliwe. Dodatkowo nie masz też pojęcia, jaki skumulowany efekt będą miały zmiany we wszystkich jednostkach.

Payment Gateway - Dostarcz. usługa, która wspiera Cię w przetwarzaniu twoich metod płatności: czy to Paypal, AuthorizeNet, Paynova, i tak dalej. Musisz sprawdzić opłaty za każdą sprzedaż, obciążenie zwrotne i opłaty miesięczne naliczane przez ich znajomych.

Teraz, mając wszystko o tej konfiguracji jest świetny, trzeba jednak utworzyć ruch w witrynie internetowej i bardziej szczegółowy, ukierunkowany ruch internetowy. Jest wiele narzędzi do wykonania tego od optymalizacji SEO do Nourishes. Pisanie artykułów może polegać na tworzeniu listy osób, które dostarczają ludziom dokładnie to, czego szukają. Podsumowując, tworzenie list jest kluczowe dla rozwoju Twojej firmy.

t3cl6ybqafiots1l5l31
submitted by taigorg to testPosts [link] [comments]


2018.12.29 11:56 taigorg optymalizacja seo cena dla najlepszych wyników

Podstawy optymalizacji SEO

Istnieje również informacja online, która może pomóc w budowaniu osiągnięć SEO. Czy to możliwe, aby użyć bloga lub formularza podobnego do bloga?


Jednym z najlepszych sposobów na zarabianie pieniędzy, jak wiele osób wie, jest natychmiastowe utworzenie listy mailingowej. Może to prowadzić do bardzo ukierunkowanych klientów i długotrwałych relacji sieciowych. Dla tych, którzy mają listę mailingową, jednym ze sposobów rozpoczęcia zarabiania na swojej liście jest pisanie e-booka lub nawet za pomocą e-booka, aby ludzie mogli się zarejestrować na liście mailingowej na początek. Działa w dowolny sposób.


Węższy, skoncentrowany konsument niszowy. Korzystanie z pierwszych trzech powyższych zasad umożliwiło mi, w jaki sposób dana osoba pojawia się poprzednio na pozycji numer 4 na pierwszej stronie wyników wyszukiwania Google. W rezultacie moja witryna wygenerowała ponad 180 000 USD (USD) sprzedaży w ciągu pierwszych dziesięciu tygodni.

Kolejną kwestią do rozważenia jest temat, którego używasz na swoim blogu internetowym WordPress. Zawsze rozumiem, że wyszukiwarka internetowa skanuje twoje strony od idealnej lewej do najbardziej odpowiedniej. Jeśli motyw, którego używasz, ma kilka zabawnych pasków bocznych po sugestiach i rzuca gości. do jednej z najbardziej prawych stron witryny, lepiej się zastanów. Upewnij się, że wybierzesz jeden z obszarów przyjaznych dla wyszukiwarek, przyjaznych dla twojego przeszłego zmysłu, który daje pełną uwagę na priorytet należący do lewego górnego i prawego prawego boku. W rzeczywistości jest to jeden z podstawowych punktów optymalizacji SEO WordPress, że dodatkowe owoce i warzywa zachować pomysł.

Craigslist mogą to być przeglądarki internetowe wybierające listy wyszukiwania. Od ofert nieruchomości po niezależne zlecenia strona dostarcza informacji o ogromnej zdumiewającej tematyce związanej z tematami.

Nie będzie to zwykłe połączenie wsteczne. Skuteczne łącze zwrotne to link, który łączy się z witryną Yur na stronie z kompatybilnymi artykułami i innymi treściami. Strona internetowa, która zawiera artykuły, usługi i towary podobne do twoich własnych, może być rodzajem strony internetowej, która może generować wydajne wyniki z Google.

Kiedy już będziesz w stanie znaleźć, kim jesteś, to możesz zacząć składać ebook w oparciu o interesy niszy. Więc jeśli marketingujesz ludzi szukających ryb, możesz napisać nieco krótką, może od dziesięciu do piętnastu stronę ebooka lub artykułu, ucząc kogoś umiejętności i informacji, których powinni nauczyć się, jak łowić ryby. Wiele. jeden z głównych elementów, aby umiejętnie wykorzystać strategię marketingu internetowego ebook.

Czytając każdą z tych teorii dotyczących odwiedzania Twojej witryny, możesz mieć jeszcze większą pewność, jak utrzymać swoich docelowych klientów lub sprawić, by pojawili się wcześniej? Czy wiesz, że większość odwiedzających z google jest po prostu "przechodzących przez" odwiedzających, co oznacza, że ​​szukają Twojej witryny przez kilka sekund, a jeśli nie jest interesująca, przechodzą do następnej witryny. Chcę tylko powiedzieć, że wiele osób popełnia błędy, myśląc tylko "czego chce Google?". w przeciwieństwie do "czego chcą moi odbiorcy? więc spraw, by treść formułowała twoich gości i pamiętaj, że optymalizacja to wspaniała rzecz.
Wskazówki dotyczące ekologicznej optymalizacji seo i optymalizacji poza stroną dla wysokiego rankingu

Pisanie online i regularne umieszczanie twoich treści w pisemnym banku pomoże ci stać się blogerem. Wielu webmasterów rozpoczyna swoją pierwszą stronę internetową bez opisu META i tagów tytułów na każdym z nich.

Jesteście, aby zacząć pisać i zarabiać na Associated Content, ale może nie jesteście pewni, od czego zacząć. Jednym z najlepszych miejsc, w których można uzyskać pomysły na pisanie, jest sprawdzenie sekcji "Wzywa do treści" w powiązanej treści.



Wybór słów kluczowych do "reklamy" online nie polega na wybieraniu aktualnego słowa, które według Ciebie przyciągnie kupujących. Po pierwsze, musisz dowiedzieć się, kto jest Twoją docelową publicznością i dowiedzieć się, jak kupić ich umysły, aby je narysować.



Kiedy już opanujesz techniki optyki, powinieneś rozważyć dodatkowe środki, które należy podjąć w chwili obecnej. Możesz dołączyć metatag do swojej witryny. Ta taktyka pomaga w informowaniu, na której stronie internetowej znajdują się wskazówki i w jakim celu. Po tym kroku znajdziesz gotowy do nadmuchania swojej misji.

Aby uzyskać najwyższe przychody z witryny, Twoja witryna musi być widoczna na pierwszej lub drugiej stronie wyników wyszukiwania. Zrozumienie i wdrożenie pięciu zasad poznanych w ofertach, dzięki którym uzyskasz wgląd, pozwoli Ci umieścić swoją witrynę na jednej z pierwszych kilku stron wykazów Google.

Kiedy już zaczniesz tworzyć strony dla swojej witryny za pomocą WordPress, przekonasz się, że na twoich stronach są zwykle podane linki z dniem i numerem postu. Możesz w ogóle o tym myśleć, jeśli martwisz się o SEO, ale jeśli te linki się poprawią.

Chcę ci dać 4 kluczowe kroki w celu uzyskania przychodów w domu biznesu. Pierwszą rzeczą, na którą patrzysz, jest towar. Czy to może być coś, co utrzymuje się przez cały czas. Jeśli chcesz, aby ludzie kupowali go coraz więcej, musisz go wykonać. Więc zdobądź usługę, produkt lub cokolwiek, co może być dobre dziś i pół wieku w dół. Kiedy to zrobisz, musisz spojrzeć na rozwiązanie marketingowe. To tutaj znajduje się twoja retencja i pieniądze. Jeśli twoje techniki marketingowe są skuteczne, ludzie będą kupować dodatkowo, ponieważ twoja retencja będzie oszałamiająca. Szukaj dłuższych technik marketingowych, takich jak optymalizacja SEO.

Agencja Seo zgłasza wszelkie zmiany, które zostały wprowadzone w danej lokalizacji. Poprowadzą Cię także, jak podnieść ranking witryny. Będziesz mógł nauczyć się wciągających porad SEO od firmy. Współpracując z firmą SEO, możesz skupić się na więcej możliwościach swojej pracy.

Internet stale się rozwija i istnieją miliony sposobów na budowanie powiązań. Rozejrzyj się na innych stronach internetowych i zobacz, co mają i jak działają. Poszukaj firmy, nie myśl w pudełku i możesz pomyśleć, że wymyślisz inne sposoby tworzenia linków. Jeśli wszystko wydaje się zbyt wiele, istnieje wiele firm konsultingowych online, które mogą pomóc w budowaniu linków, optymalizacji SEO i brandcastingu.
g6cuoeuhgqmufa7rfnq2
submitted by taigorg to testPosts [link] [comments]


2017.02.01 17:21 ben13022 W kraju Indian wrze. [Tygodnik Powszechny]

Siuksowie, Mohawkowie i jeszcze parę setek indiańskich grup w USA nadal muszą walczyć o zachowanie resztek suwerenności. Ale nie tylko Indianie – także miejscowi „kowboje” występują dziś w dawnych rolach.
Opowieść tę możemy zacząć w dowolnym miejscu USA. Zawsze będą w niej wyzysk, stereotypy i rasizm, odziedziczone po epoce kolonialnej. I zawsze będą w niej Indianie oraz kowboje. I walka o suwerenność. Zdumiewające, jak często w tej historii pojawi się, wyskakując niczym biały królik z kapelusza, niejaki Donald Trump.
Nie jest to jednak opowieść o nim, lecz o rdzennych Amerykanach.
Najpierw stawiamy skoczka na Oregonie: niech tu się zacznie.
Po kiego diabła Ammon Bundy napadł w styczniu 2016 r. na kilka rządowych budynków w rezerwacie dla zwierząt Malheur National Wildlife Refuge?
Musimy cofnąć się o kilka lat, gdy dwóch mieszkańców hrabstwa Harney (gdzie leży rezerwat) – niejacy Dwight Lincoln Hammond i Steven Dwight Hammond: ojciec i syn – zostało skazanych na pięć lat więzienia za nielegalne polowanie na ziemiach federalnych.
Rok temu, wykorzystując ich przypadek jako pretekst, Bundy i jego ludzie wkroczyli na teren rządowy, aby – jak to ujęli w popularnym manifeście, powielanym na skrajnie prawicowych portalach w Ameryce – „bronić nadanych ludziom przez Boga praw, zwłaszcza wtedy, gdy nie robi tego rząd i gdy sam [te prawa] pożera”. „Jesteśmy tutaj, ponieważ ludzie są wykorzystywani od zbyt dawna – mówił Bundy – odebrano im ziemie i zasoby, stają się biedakami”.
Rezerwat Malheur National Wildlife Refuge ustanowił w 1908 r. prezydent Theodore Roosevelt.
Zarządzają nim władze federalne. Wcześniej, do 1879 r., znajdował się tu rezerwat dla Indian, zamknięty po kolejnej przegranej przez Indian wojnie z osadnikami.
Dziś potomkowie Indian z rezerwatu w Malheur – niewielki odłam Pajutów, liczący 400 osób – nadal żyją w okolicy, w nowym rezerwacie koło miasteczka Burns. Bardzo się zdziwili, gdy usłyszeli, że uzbrojona grupka białych „kowbojów” (Bundy i jego ludzie epatują przed kamerami kowbojskim stylem: kapeluszami i kraciastymi flanelowymi koszulami), którzy okrzyknęli się obywatelskim ruchem i przyjęli nazwę Obywatele za Wolnością Konstytucyjną (Citizens for Constitutional Freedom), walczy o zwrot ziemi zabranej Indianom w XIX wieku.
Sęk w tym, że kowboje prowadzeni przez Bundy’ego wcale nie Indian mieli na myśli, mówiąc o „mieszkańcach Oregonu”. Bundy mieni się obrońcą „biednych białych”. Bo wedle (nie)wiedzy Bundy’ego, historia hrabstwa Harney zaczęła się w latach 70. XIX wieku, gdy przybyli tu hodowcy bydła i – jak mówi – wprowadzili cywilizację. Bundy nie chce wiedzieć, że wcześniej, od tysięcy lat, żyli tu Indianie. Albo że hiszpańscy odkrywcy byli tu już w XVI wieku, a potem francuscy traperzy i angielscy żołnierze – zaś amerykańscy osadnicy przyszli na końcu.
Albo że, tak naprawdę, hodowcy bydła nie byli biednymi osadnikami, którzy wyrwali naturze i Indianom dzikie tereny, by ciężką pracą uczynić je sobie poddanymi, lecz baronami bydła, finansowanymi przez bogaczy z Kalifornii, którzy z ziem „wyczyszczonych” już z Indian przez rząd federalny wyparli słabszych od siebie osadników i mniejszych hodowców.
Wielkie korporacje zajmujące się hodowlą bydła miały zapewniony zbyt dla swego mięsa dzięki budowanym przez rząd szlakom kolejowym. Taka była historia tego zakątka Ameryki: usuwanie pierwotnych mieszkańców, fizyczne oraz z pamięci, a także rozwój korporacyjnego kapitalizmu. A historia Hammondów nie ma z tymi procesami nic wspólnego: przybyli tu później. Nie prosili zresztą Bundy’ego o pomoc.
Ale dla niego nie miało to znaczenia, bo on walczy ze wspólnym wrogiem „biednych białych” wszędzie, gdzie tylko może. Z tyranem, którego sobie sam wymyślił, czyli rządem federalnym. A konkretnie z administracją Obamy.
Ammon Bundy pochodzi z Nevady, gdzie dwa lata wcześniej od swego ojca, Clivena Bundy’ego, uczył się walki z wrogiem ludzi „wolnych i przedsiębiorczych”. Bundy’owie mianowicie wypasali nielegalnie bydło na ziemiach federalnych, nie płacąc za to nawet podatku. Gdy państwo próbowało przejąć ich stado, stawili opór. Cliven Bundy i paru jego zwolenników zostało aresztowanych dopiero dwa lata po tych zdarzeniach. Ich proces odbędzie się w 2017 r. Wśród oskarżonych jest niejaki Gerald DeLemus z New Hampshire, jeden z szefów powołanej przez Donalda Trumpa Koalicji Weteranów „Trump na Prezydenta”. Żona DeLemusa, Susan DeLemus, jest republikańską kongresmenką z New Hampshire.
Ciekawe, czy Ammon Bundy, którego z Oregonem nic nie łączy, pamięta, że także jego farma w Nevadzie leży na byłej ziemi Indian Pajutów?
Jednak siłowe przejmowanie ziem należących do rządu i opór wobec przedstawicieli prawa stawiany przez „zwykłych ludzi” zyskiwały poklask republikańskich polityków tylko do czasu: do momentu, gdy Bundy oświadczył, że lepiej by było, aby „Murzyni byli niewolnikami, niż pobierali rządowe zasiłki”. Nawet dla uszu konserwatywnych polityków zabrzmiało to zbyt mocno.
Wróćmy do Oregonu. Przywódczyni Pajutów z Burns, Charlotte Rodrique, przypominała na początku 2016 r., że Malheur to „święta ziemia” jej ludu, z której jej przodkowie zostali siłą wygnani 150 lat temu, i że dziś Indian łączą z władzami federalnymi z grubsza dobre stosunki. Federalne Biuro Zarządzania Ziemią dba o to miejsce, chroni tubylcze artefakty jak rysunki naskalne. Pajuci odwiedzają to miejsce całymi rodzinami, poznając ziemię, z której się wywodzą. Przywódcy plemienni mówią jednak, że zarząd parku stawia Indianom przeszkody, kiedy ci usiłują łowić tu ryby albo polować na wapiti. W przeszłości tu znajdowały się ich zimowe obozowiska.
Nic dziwnego, że Indianie ze zdumieniem i oburzeniem obserwują poczynania Bundy’ego i jego kolegów, którzy w imieniu „ludu” deklarują odebranie ziemi od „tyrana”, czyli rządu federalnego USA. Rodrique pozwoliła sobie na ironiczny komentarz, gdy usłyszała, że zabarykadowani w budynkach rządowych „kowboje” proszą o pomoc. „Gdyby to Pajuci przeprowadzili okupację, nie musielibyśmy prosić innych o dostarczanie nam jedzenia i ciepłych skarpet na zimę. Wystarczyłyby nam korzonki i jagody, a futro królicze jest niezwykle ciepłe”.
Co ciekawe, barykady skrajnie prawicowych „obrońców ludu” nie były szczelne. Na początku „kowboje” wychodzili i wchodzili do okupowanych budynków, gdy tylko chcieli, niezatrzymywani przez policję. Zostali zaaresztowani dopiero po 41 dniach od zajęcia budynków parku, w lutym 2016 r. Pod koniec października sąd, ku oburzeniu Indian, oddalił oskarżenia o nielegalne zajęcie rządowych budynków. Pajuci, w styczniu 2016 r. obserwujący bierne zachowanie policji, pytali teraz, jak by reagowała, gdyby to Indianie zajęli siłą rządowe mienie.
Odpowiedzi poniekąd udzielili strażnicy prawa w Dakocie Północnej – dokąd mknie dalej nasz skoczek – w listopadzie 2016 r. Polewali oni zimną wodą pod ciśnieniem, przy minusowej temperaturze, Siuksów z rezerwatu Standing Rock. Tego samego, w którym pod koniec XIX wieku zamordowany został słynny szaman Siedzący Byk. Co zrobili Siuksowie? Zgromadzeni we wzniesionych na szybko obozach między rezerwatem a miejscem budowy, protestują przeciw ropociągowi Dakota Access Pipeline, który miałby przechodzić przy północnej granicy ich rezerwatu i przebiegać pod jeziorem Oahe na rzece Missouri, będącej głównym źródłem wody dla Siuksów.
Indianie boją się zanieczyszczenia środowiska, a także naruszenia ziemi, w której, jak mówią, leżą kości ich przodków. Energy Transfer Partners (ETP) – teksańska firma, która buduje liczący 1800 km rurociąg – chce przesyłać nim prawie pół miliona baryłek ropy dziennie z Dakoty Północnej do Illinois, skąd rozprowadzana byłaby już istniejącymi rurociągami po całej Ameryce. Inwestycja warta jest niemal 4 mld dolarów.
Protestujących Siuksów wspiera wiele innych grup indiańskich w USA, a także Majowie z Gwatemali, Maorysi z Nowej Zelandii i Zulusi z Kenii. Na miejscu są ekolodzy, przekonani – tak jak Siuksowie – że nawet mały wyciek z rury położonej pod Missouri spowodowałby katastrofalne zanieczyszczenie wody. Indianiści z całego świata, w tym z Polski, każdego dnia przekazują sobie na portalach społecznościowych informacje i filmy ze starć z policją i ochroniarzami ropociągu, którzy nie tylko oblewają protestujących wodą, ale strzelają też do nich kauczukowymi kulami i traktują gazem pieprzowym. Kilkuset Indian trafiło do aresztu.
W reakcji na te działania na początku grudnia 2016 r. protestujących wsparło dwa tysiące amerykańskich weteranów wojennych, zjeżdżając do ich obozu. Zarówno na miejscu, w obozie protestujących, jak też w Seattle, Waszyngtonie i 300 innych miastach demonstrowały w ich sprawie tysiące Amerykanów, w tym znani artyści, m.in. Neil Young, Robert Redford, Ben Affleck, Leonardo DiCaprio, Susan Sarandon, Mark Ruffalo, Alicia Keys, Joan Baez. Odwiedził ich Bernie Sanders, niedoszły kandydat Demokratów na prezydenta, który apelował do Baracka Obamy, aby ogłosił Standing Rock „pomnikiem narodowym” (są nimi np. Wielki Kanion i Ellis Island ze Statuą Wolności), co by wzmocniło ochronę federalną nad tym obszarem.
We wrześniu 2016 r. administracja Obamy zleciła Korpusowi Inżynieryjnemu Armii USA – federalnej instytucji władającej terenem, na którym rozgrywa się konflikt – aby ponownie przeanalizował wydaną wcześniej zgodę na przeprowadzenie rury pod Oahe Lake.
4 grudnia – na dzień przed upływem ultimatum, które sam Korpus postawił protestującym, by zlikwidowali obozowisko – nastąpił cud. Korpus oświadczył, że nie pozwala na kontynuowanie budowy ukończonego już w 90 proc. ropociągu, i że rurę należy poprowadzić w innym miejscu, z dala od siedzib Indian. W tym celu potrzebne są nowe ekspertyzy prawne oraz konsultacje środowiskowe i społeczne.
Energy Transfer Partners nie ma zamiaru się pogodzić z tą decyzją i zapewne będzie walczyć w sądach o odrzucenie decyzji Korpusu. Liczy też na uchylenie jego decyzji po objęciu urzędu prezydenta przez Trumpa.
O ile administracja Obamy nalegała, żeby ETP wstrzymało się z budową, trudno wyobrazić sobie, aby Trump – biznesmen nienawidzący mniejszości etnicznych i w ogóle słabszych – stanął po stronie Indian. Zapowiedział już, że uruchomi zablokowaną przez Obamę ze względów ekologicznych podobną inwestycję Keystone Pipeline z Alberty do Nebraski. A po grudniowej decyzji Korpusu orzekł, że „przyjrzy się” decyzji administracji Obamy, i że jest zwolennikiem jak najszybszego ukończenia budowy ropociągu, gdyż „jest to w interesie Amerykanów”.
Z pewnością jest to w interesie samego Trumpa, bo tak się składa, że nowy prezydent USA jest właścicielem części akcji firmy Energy Transfer Partners. Szef ETP, który zresztą wpłacił pieniądze na kampanię Trumpa, a po jego zwycięstwie dołożył na Narodowy Komitet Republikanów, już po wyborach przyznał, że liczy na wsparcie nowej administracji.
Doradcy Trumpa zapowiadają, że jednym z pierwszych celów jego ataku po zaprzysiężeniu w styczniu 2017 r. będzie „Ustawa o czystej wodzie” („Clean Water Act”), na której opiera się polityka ekologiczna USA, i na którą powołują się krytycy ropociągu. Zaś Paul Ryan, szef Republikanów w Kongresie, komentując grudniową decyzję Korpusu Inżynieryjnego, napisał na Twitterze: „Oto wielki rząd podjął decyzję w najgorszym możliwym stylu”.
Z Zachodu nasz konik wykonuje teraz długi skok na Wschodnie Wybrzeże USA.
Prezydent-elekt nie lubi Indian – chyba że może z nimi ubić interes. Trump jest właścicielem kilku kasyn w Atlantic City i do 1988 r., gdy uchwalono ustawę zezwalającą Indianom na prowadzenie kasyn, mógł się czuć panem Wschodniego Wybrzeża, jeśli idzie o rynek hazardowy. Jednak po 1988 r. wszystko się zmieniło. W ciągu paru lat w Connecticut wyrosło największe na półkuli zachodniej kasyno, prowadzone przez tamtejszych Indian – Pekotów.
Zdenerwowany milioner – w tym czasie jego kasynom w Atlantic City, po złotych latach 80. XX wieku, groziło bankructwo – walcząc z niespodziewanym rywalem zagrał, jak to on, brudno: „informując” właściwą komisję Kongresu USA, że Pekoci nawet nie wyglądają na Indian. Co miało sugerować, że nie mają prawa jako plemię prowadzić kasyna. Trump cynicznie odwołał się do stereotypów na temat tubylczych mieszkańców USA, których większość Amerykanów zna głównie z westernów. Niektórzy dzisiejsi Pekoci, od pokoleń mieszający się z czarnymi Amerykanami, w istocie różnią się wyglądem od swych filmowych „kuzynów”.
„Dzięki Bogu, mieszkańcy tego kraju nie otrzymują przynależnych im praw w zależności od tego, czy zdadzą pański test na wygląd” – odparł wtedy kongresman George Martinez, przewodniczący komisji. Gdy kilka lat później Trump próbował uruchomić wspólny kasynowy biznes z Paucatuckami (spokrewnionymi z Pekotami), ich wygląd już mu nie przeszkadzał. Ale ze wspólnego przedsięwzięcia nic nie wyszło, bo wśród decydentów po stronie indiańskiej byli tacy, którzy pamiętali rasistowskie uwagi Trumpa.
Tymczasem w 2000 r. władze stanu Nowy Jork wpadły na szatański pomysł, jak wykorzystać zamieszkujących tam Irokezów do upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu: oddalenia ciągnących się od kilkudziesięciu lat roszczeń Irokezów do odebranych im tam nielegalnie terytoriów – i jednoczesnego ożywienia załamującej się gospodarki stanu, co stało się tym bardziej pilne po zamachach na World Trade Center we wrześniu 2001 r.
Otóż w zamian za zrzeczenie się roszczeń do ziemi niektóre odłamy Irokezów otrzymałyby prawo zbudowania kilku kasyn w malowniczych górach Catskill, ulubionym miejscu wypoczynku mieszkańców Nowego Jorku. A zgodnie ze wspomnianą ustawą z 1988 r., regulującą hazard prowadzony przez Indian („Indian Gaming Regulatory Act”), musieliby oni oddawać lwią część zarobionych pieniędzy rządowi stanowemu. Innymi słowy, stan zarobiłby na Indianach podwójnie: nie tylko nie musiałby wypłacać już zasądzonych milionów dolarów odszkodowań za ziemię, ale wyciągnąłby od plemion kolejne miliony.
Co ma do tego wszystkiego Donald Trump? Oto w 2000 r. nieznana nikomu organizacja New York Institute for Law and Society, przedstawiająca się jako oddolny ruch obywatelski dbający o dobro amerykańskich rodzin i przestrzeganie konstytucji, zasypała lokalne i ogólnokrajowe media (w tym dziennik „New York Times”) reklamami, w których opisywano już istniejące na północy stanu indiańskie kasyno jako miejsce, w którym szerzy się zorganizowana przestępczość i handel narkotykami.
Mohawkowie – odłam Irokezów i właściciele tego kasyna – byli poważnymi kandydatami do budowy nowego salonu gry w Catskill. Reklamy, przedstawiające np. strzykawki i działki kokainy, pytały: „Czy chcesz kogoś takiego za sąsiada?”.
Jak się okazało, organizacja była fikcyjna, a stał za nią nie kto inny jak Trump. Zatroskane rodziny, które rzekomo sfinansowały antyindiańską kampanię, nigdy nie istniały – pieniądze na nią wyłożył Trump, który sam miał chrapkę na budowę domu gier blisko metropolii. Gdy wykryto przekręt, hochsztapler musiał zapłacić wysoką karę i sfinansować kolejną kampanię w mediach, w której przepraszał za oszustwo.
Trump próbował szczęścia z Indianami w różnych miejscach. Albo mu odmawiali, albo, jak w przypadku 29 Palms Band of Mission Indians (niewielkiej grupki z Coachella w Kalifornii), zrywali kontrakt przed czasem, bo współpraca z nim okazywała się nieopłacalna.
Zaś jeśli chodzi o irokeskie kasyna w Catskill: nic z tego nie będzie, podobnie jak z zadośćuczynienia Irokezom za wyłudzone od nich ziemie. Kasyno w Catskill ostatecznie zbuduje ktoś inny: władze stanu wybrały firmę, w której większość udziałów ma potentat na rynku hazardowym z Malezji, który zresztą kiedyś współpracował z Mohawkami.
A teraz nasz skoczek mknie na południe...
„Po moim trupie” – tak skwitował plany prezydenta elekta, aby zbudować mur na granicy z Meksykiem, Verlon Jose, wódz Indian Tohono O’odham (Ludzie Pustyni) z Arizony, zamieszkujących w trzecim co do wielkości rezerwacie USA, na południe od Phoenix.
Granica rezerwatu przebiega przez 75 mil wzdłuż granicy między Arizoną a meksykańską Sonorą. Członkowie tego ludu żyją również po meksykańskiej stronie granicy i każdego dnia trwa nieustanny ruch w obie strony: wizyty u lekarza, rodzinne spotkania, wspólne ceremonie. Verlon Jose grozi Trumpowi „drugim Standing Rock”.
Rezerwat Tohono O’odham leży w Tucson Sector, czyli wyznaczonym przez straż graniczną obszarze obejmującym prawie całą południową granicę Arizony (422 km) – to tu odbywa się przemyt narkotyków na ogromną skalę. Indianie są regularnie zastraszani przez patrole graniczne, które zatrzymują i deportują członków plemienia oraz konfiskują ich mienie. Mimo to Tohono O’odham współpracują z władzami w walce z przemytnikami narkotyków. Piętnastoosobowa grupka indiańskich agentów o nazwie Tropiące Wilki (Shadow Wolves) od 2006 r. przechwyciła 31 tys. funtów marihuany, wytropiła i zaaresztowała 43 przemytników, skonfiskowała 16 samochodów.
„A więc przyjdę do twojego domu i postawię ścianę dokładnie pośrodku. Jak się będziesz czuł?” – pyta retorycznie Verlon Jose. Dalej mówi: „Ta ziemia jest dla nas źródłem pożywienia, jest źródłem naszego zdrowia, jest naszą szkołą i uniwersytetem. Nasze święte miejsca są w Meksyku, nasze ceremonie odprawiamy w miejscu nazywanym dziś Meksykiem. Granica jest dla nas tylko wyobrażoną linią”.
I długi skok z powrotem na zachód...
Vittorio Zucconi – włoski pisarz, autor książki o Szalonym Koniu – w emocjonalnym komentarzu we włoskim dzienniku „La Repubblica” pisał we wrześniu 2016 r. o „ostatniej walce Siuksów” przeciw nowym „żelaznym koniom” i przeciw panoszącym się „wašíčiu”, czyli obcym – bladym twarzom, którzy „zjadają mięso i zostawiają tylko kości”.
„Bezużyteczna suwerenność” – pisał Zucconi – zagwarantowana Siuksom XIX-wiecznymi traktatami, „kolejny raz zostaje pogwałcona w imię wielkich interesów ekonomicznych, które nie przyniosą żadnego zysku mieszkańcom sprofanowanych ziem. Złota kopalina, która już ściągnęła nowych osadników na pogranicze, popłynie arteriami Ropociągu Dakota i zgniecie lud Siuksów”. Tak jak żółte złoto zgniotło ich przodków 150 lat temu. Kiedyś „żelazny koń” przybył tu ze wschodu, by podbić tę krainę. Teraz, gdy jest dawno podbita, w odwrotną stronę popłynie ropa. A indiańscy wojownicy na koniach, jak ich przodkowie, podejmą jeszcze jedną czy dwie próby oporu, zanim przegrają. „Wiedzą, że nie mają szans wygrać, ale nie mogą się poddać” – kończył patetycznie Zucconi.
Włoski pisarz ma rację, a jego patos jest jak najbardziej na miejscu. Ani biali kapitaliści, ani Siuksowie od pokoleń nie mogą wyjść ze swoich ról: zdobywców i ofiar, wyzyskiwaczy i obrońców ziemi.
Standing Rock należy do najbiedniejszych miejsc w USA, z 86-procentowym bezrobociem, z niemal połową mieszkańców żyjących poniżej granicy ubóstwa. Bezdomność, brak prądu w domach, gangi młodzieżowe, alkoholizm, samobójstwa nastolatków – to tu codzienność. Podobnie jak w innych rezerwatach Siuksów w Dakocie: Cheyenne River, Pine Ridge, Rosebud. Indianie są bezradni: duże miasta, gdzie można znaleźć pracę, leżą zbyt daleko, a uprawa bydła czy praca w niewielkich plemiennych kasynach albo w plemiennej administracji dają utrzymanie niewielu.
Wielka gorączka złota w XIX wieku odebrała Siuksom ich święte Czarne Góry – na wydobyciu skorzystali wtedy biali osadnicy, nie Indianie. Jeśli Trump cofnie decyzję administracji Obamy, podobnie będzie teraz: ropociąg zostanie zbudowany pod ich nosem, zagrażając ich zdrowiu, a zyski będą ciągnąć wielcy biali kapitaliści.
Podczas gdy skrajna prawica opowiada swoją legendę o „tyranii” rządu federalnego i oporze biednych białych ludzi (złączonych osobliwym sojuszem z bogatymi rasistami jak Trump), Siuksowie, Pajuci, Mohawkowie, Tohono O’odham i parę setek innych grup tubylczych w USA niezłomnie walczą o zachowanie resztek suwerenności, gwarantowanej traktatami z rządem USA.
Kruchej suwerenności, bo indiańska ziemia przecież nie należy w pełni do Indian – Kongres USA przyznał sobie prawo zerwania każdego traktatu z Indianami. A władzę w kraju przejmują właśnie ci, którzy uważają, iż Ameryka to nie jest kraj dla słabych ludzi. ©
źródło: https://www.tygodnikpowszechny.pl/w-kraju-indian-wrze-146242
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2017.01.08 18:44 SoleWanderer Wyborcza.pl - Wywiad ze Stefanem Niesiołowskim

Pani chce, żebym powiedział coś dobrego o Kaczyńskim, a ja chcę zapomnieć, że go znałem - Stefan Niesiołowski mówi w rozmowie z Donatą Subbotko. Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej DONATA SUBBOTKO: Pan profesor poluje? STEFAN NIESIOŁOWSKI: W życiu muchy nie zabiłem.
Na ścianie wisi pana zdjęcie z jakimś trofeum. – Z kaczką. Pozowane, aluzja do Kaczyńskiego. Ale że muchy nie zabiłem, to nieprawda. Zabiłem do badań naukowych.
A prezes powiedział kiedyś, że ma pan świetny życiorys. – Chyba dawno temu?
Potem mówił, że pan się stoczył. – Stacza to się pijak albo przestępca. Dla Kaczyńskiego każdy, kto go nie popiera, jest głupi albo podły.
Niesamowite wystąpienie Stefana Niesiołowskiego [WIDEO]
Może i pan powie o nim coś dobrego? – Nie chcę mówić o nim nic dobrego. Dlaczego?
Przyjaźniliście się. – Jakie to ma znaczenie? On się zmienił. Szkodzi Polsce. Nie powiem, że się stoczył. Po prostu wprowadza w Polsce dyktaturę. Jak Erdogan w Turcji, Łukaszenka na Białorusi, Putin w Rosji.
Moglibyśmy zadać kłam opinii, że pan zieje nienawiścią. – A co mnie obchodzą takie opinie? Pani czytała, co o mnie piszą, jak pokazują? W kaszkiecie NKWD. Albo między Berią, Stalinem, Hitlerem i Tuskiem. Niesiołowski oszalał! Do psychiatryka go! Wampir, morderca, czekista! Zbieram sobie co lepsze wycinki. Całe pudełko mam.
Musi być ogromne. – I oni mają prawo mówić, że zieję nienawiścią? Pani się na to łapie?
Pytam. – Ale tak pani mówi, jakby cień racji w tym był. Proszę przynieść „Gazetę Polską” i porozmawiamy. Pani chce, żebym powiedział coś dobrego o Kaczyńskim, a ja chcę zapomnieć, że go znałem.
Wszyscy, wrogowie Kaczyńskiego
(TELEFON)
– Co? Nie, no, walka jest o Polskę, o wszystko. To rak. Rak, który ma kolejne przerzuty. Co? Nie, nie można się załamywać. Polska przeszła zabory, okupację... Nie przesadzaj, przez jednego kurdupla nie przeżyjemy? No, jest to nieprzyjemne, też się czuję upokorzony... Tę wolność straciliśmy tak łatwo... No trudno, walka trwa, przyjacielu. Musimy iść do parku, poczekamy na wiosnę... Tak, tym razem w gumofilcach.)
To pan profesor jeszcze zbiera owady? – Niedawno motyle hodowałem, dla wnuczki. Zosia ma sześć lat. Kiedy się wykluły, mówi: „Było jajko, gąsienica, z gąsienicy poczwarka, a z poczwarki motyl – i to jest, dziadku, rozwój”.
Bierze pani np. gąsienicę rusałki z liści pokrzywy, trzyma ją w słoiku, po dwóch tygodniach powstaje z tego poczwarka, która pewnego ranka pęka. Najpierw widać czułki, głowę i następuje ten piękny moment, kiedy z poczwarki wychodzi motyl. Siada zmęczony, ze zwiniętymi skrzydłami. Po pół godzinie zaczyna je pompować. Wykonuje rytmiczne ruchy odwłokiem, skrzydła sztywnieją i po dwóch, trzech godzinach motyl jest gotowy do lotu.
Stefan Niesiołowski: Ten świat należy bardziej do owadów, niż do nas
Muchówki poszły w odstawkę? – Nie. Ciągle bardzo mi się podobają, chociaż dla ludzi są wstrętnymi robalami. Zajmowałem się wodnymi owadami. Prace magisterską i doktorską pisałem z meszek, habilitacyjną z muchówek Empididae (wujkowatych), które w Polsce były mało znane. Odkryłem około 20 gatunków, ale jak na grupę niezbadaną, to niedużo. Niektórym nadawałem nazwiska kolegów – w rewanżu. Mój kolega Andrzej Woźnica odkrył w muzeum pod Himalajami nowy gatunek muchówki z rodzaju Suillia , którą nazwał „niesiolowski”. Niemiecki badacz Rüdiger Wagner badał muchówki Psychodidae , po polsku ćmiankowate, i też zrobił mi niespodziankę, nazywając jedną Mormia niesiolowskii .
I jakie one są, te pana imienniczki? – Piękne.
Proszę sobie obejrzeć muchę pod mikroskopem stereoskopowym, powiększoną do wielkości filiżanki, kiedy widać strukturę muchy, pokrywającą ją chitynę, te czułki, włoski, żyłki. A gdy jedną z komórek powiększyć do wielkości tego pokoju, zobaczymy fabrykę, a w niej skomplikowane urządzenia. Tu coś przelatuje, tam się trzęsie, przędzie, nawija, kręci. Przy czym mucha ma takich komórek miliardy. Są tacy, którzy twierdzą, że biologia jest dowodem na to, że Pana Boga nie ma. Dla mnie – wręcz przeciwnie.
Mucha dowodem na istnienie Boga? – Życie w ogóle. Ta nieprawdopodobna komplikacja i celowość, przekazywanie genów. Teoria ewolucji to opisuje, ale nie daje odpowiedzi na pytanie, kto dał początek. Z tego względu trzeba szanować wszystko, co żyje. Nawet muchę.
A mucha ma duszę? – Nie. To znaczy: trudno powiedzieć. Dusza jest atrybutem, przynajmniej za taką uchodzi, boskiego dziedzictwa człowieka. Mucha nie ma boskiego dziedzictwa.
Skąd pan wie? – Nie wiem. Może stąd, że nie ma zachowań muchy, które dałyby się porównać do aktów wyższego rzędu. Chociaż w przyrodzie zdarzają się akty poświęcenia, np. instynktowne u ptaków. A słonie mają rytuał pogrzebowy podobny do naszego. Psy i koty też mają rodzaj więzi... No, ale duszą tego nazwać nie można. Bo co by się z tą duszą działo? Jaki w tym sens?
Musi być? – Wszystko chyba ma sens? Dusza zostaje po człowieku, a co niby te dusze po zwierzętach miałyby robić?
Inna sprawa, że mucha żyje na ziemi od milionów lat niezmieniona, są owady zatopione w bursztynie sprzed 40 mln lat, tymczasem Homo sapiens istnieje ledwie 150 tys. lat. Brytyjski geniusz Stephen Hawking wywróżył, że człowiek będzie żył jeszcze tylko tysiąc lat. A owady będą zawsze, chyba że meteoryt w nas uderzy.
Czyli jesteśmy tutaj gośćmi? Biblia mówi, że człowiek ma panować nad światem przyrody. – Gość też może panować, hitlerowcy przyszli do Polski i przez pięć lat panowali. W tym sensie panujemy, że żadne zwierzę nie jest w stanie nam zagrozić, chociaż jesteśmy bezradni wobec np. szczurów, karaluchów, kleszczy, pasożytów, tasiemców, glist, a także bakterii i wirusów. Są teorie, że na ziemi panują bakterie, ale przecież one nic nie tworzą. I jak wytłumaczyć fakt, że człowiek jako gatunek oddzielił się od pozostałych zwierząt i stworzył filozofię, kulturę, teologię, moralność? Choć pod względem fizycznym jesteśmy prawie nieodróżnialni, mamy 99 procent genów takich jak małpa, to jednak człowiek chodzi do zoo i patrzy na małpy, a nie odwrotnie.
To dowód na naszą przewagę? – Historia ludzkości to historia nie tylko przemocy, ale także pomocy i miłosierdzia. Świat to cudowna całość.
I jeden wielki łańcuch pokarmowy? – Duże fragmenty tego łańcucha nie są złe, miliony zwierząt jedzą rośliny. Nie oceniałbym tego w kategoriach dobra i zła.
Co, mieć do Pana Boga pretensje, że stworzył świat pełen agresji? No, to jest odwieczne pytanie, dlaczego – skoro Bóg jest dobry – jest tyle zła. Nie ma odpowiedzi.
Pytam, bo w polityce od lat pan się deklaruje jako katolik i obrońca wartości chrześcijańskich. – Proszę mnie nie łączyć z tym, co się dzisiaj dzieje z polskim Kościołem, który służy kłamstwu. Księża kłamią, o Smoleńsku na przykład. Udają, że nie dostrzegają ONR, nienawiści, a Duda jest dla nich zesłany przez Boga. Jeżeli kiedykolwiek mówiłem o Bogu, to na pewno nie o Bogu księdza Rydzyka i biskupa Depy.
Polski Kościół to Radio Maryja
No, ale był czas, że Kościół otwarty też panu średnio pasował, jako ten, który prowadzi do dechrystianizacji Polski. – Nie, to Kaczyński mówił kiedyś, że ZChN jest krokiem do dechrystianizacji Polski.
Pisał pan tak na początku lat 90. Różne rzeczy pan wtedy wygadywał. – Jakie? Wątpię, żebym coś kiedyś miał przeciwko Kościołowi otwartemu, to byłoby głupie. Niech pani poda jeszcze jakiś przykład.
Który? O lustracji, aborcji, Unii Demokratycznej, Adamie Michniku, Unii Europejskiej...? – Ja byłem przeciwny Unii Europejskiej? W życiu.
Mówił pan, że zagraża naszej tożsamości narodowej. – Nie było takiej wypowiedzi. Przeciwko Unii – nigdy.
I że katolicy będą prześladowani w Unii bardziej niż za komuny. – No, to może mówiłem, że trzeba uważać, ale nie żeby nie wstępować do Unii. Reprezentowałem w ZChN odłam liberalny. Macierewicz był ze mną w tym nurcie.
Aha. I nie chciał pan całkowitego zakazu aborcji? – Nigdy w życiu. Broniłem kompromisu aborcyjnego, byłem jednym z jego autorów. Jestem w polityce od 50 lat. Zasadnicza treść moich poglądów jest taka, jak była.
A poglądy na temat homoseksualistów – że to zboczeńcy? – Już bym tak nie powiedział, to obelżywe. Tak jak słowo „pederasta”, które w PRL normalnie funkcjonowało. Nawet u Fredry jest w znanym mi z więzienia wierszyku „Że nie udał się niewiastom,/ Dawał d... pederastom”.
Fakty są takie, że był pan narodowym radykałem, a... –...narodowym nie.
...a dzisiaj jest pan liberalnym demokratą, europejskim. – Tak, zawsze byłem.
Co to jest liberalizm w takim razie? – Byłem liberałem gospodarczym, natomiast w innych sprawach...
Tak, niektórzy z nas byli przeciwko Unii Europejskiej. Proszę mi nie przypisywać poglądów tej grupy, która ze mną w ZChN walczyła. Oni byli za całkowitym zakazem aborcji, Marek Jurek do dziś pozostał. Z trudem się mieściłem w tej formule, z trudem. Moje poglądy były i są konserwatywne obyczajowo, liberalne gospodarczo, prozachodnie.
Może mówi pan to, co prezentuje partia, do której pan należy? – Kłamstwo. Od lat prowadzę w Polsce wojnę o demokrację z przeróżnymi ludźmi – czy to KPN, czy to lewica. Konflikt kończę, gdy zagrożenie znika. Z Moczulskim mam świetne stosunki, na pogrzebie Oleksego byłem. PiS-owcy używają lustracji do walki politycznej, sięgają do rodzin, przodków. Obrzydliwe. Pytają, dlaczego nie walczę z komunizmem. Z kim walczyć? Mam nagrobek Oleksego zniszczyć? Dzisiaj lewica nie zagraża demokracji, w tym sensie lustracja jest zamknięta.
Józef Oleksy. Dobry komuch
A przed PiS-em ostrzegałem. Co o mnie mówiono? Że Niesiołowski za ostry. To teraz widzą, czy za ostry.
Że się zmieniam, to nie jest dla mnie zarzut. Mnie się kiedyś wydawało, że Kościół nie może szkodzić Polsce, teraz widzę, że szkodzi. Wydawało mi się, że kwestia demokracji jest rozstrzygnięta, a naród, który przeszedł komunizm, nie wróci do dyktatury – ale wrócił. I to jest dla mnie klęska – że nie potrafiłem obronić demokracji, że Polska stała się dyktaturą, a Kościół jest jej wspornikiem.
I nie jest pan już endekiem? – Nigdy tak o sobie nie mówiłem.
„Ja, stary endek”... – Żartowałem. Za starego się uważam, za endeka nie. Byłem wychowany w tradycji piłsudczykowskiej.
Myślałam, że w nacjonalistycznej. Pierwsze wspomnienie? – Na łące w Olechowie. Urodziłem się na wsi pod Łodzią, w Kałęczewie, w domu rodziny mojej mamy. Byłem tam tylko z rok i nic nie pamiętam. Mój brat Marek odzyskał ten dom i gdy chodzimy tam razem po ogrodzie, to czuję się tak dobrze jak nigdzie na świecie. Później przeprowadziliśmy się do Olechowa, dzisiaj to dzielnica Łodzi, bloki stoją, a ja pamiętam rzekę, łąkę, wiśnie. I krowę. Tata był inżynierem rolnikiem, pracował w Łodzi, ale mieliśmy trochę ziemi i rodzice kupili krowę, kury były.
A przedtem? – Mamy to ustalone do roku 1617, kiedy żył Franciszek Niesiołowski. Jesteśmy herbu Korzbok, trzy ryby. Chyba u Długosza rokowania z Krzyżakami w imieniu Jagiełly prowadził niejaki Piotr Korzbok. Wiadomo, że pochodzimy z Nowogródczyzny. Jest w „Panu Tadeuszu” o Józefie Niesiołowskim, wojewodzie nowogrodzkim: „Co by rzekł wojewoda Niesiołowski stary/ Który ma dotąd pierwsze na świecie ogary,/ I dwiestu strzelców trzyma obyczajem pańskim,/ I ma sto wozów sieci w zamku Worończańskim,/ A od tylu lat siedzi jak mnich na swym dworze,/ Nikt go na polowanie uprosić nie może”. Widzi pani, ja dokładnie cytuję.
Rodzina ze strony mamy przyszła z Niemiec. Dziadek mojego dziadka Bronka w XVIII w. przyjechał do Łęczycy, gdzie jest pochowany. Schwan się nazywał, łabędź, dlatego zmienił się na Łabędzki. Chyba tkaczem był. Czyli ja Niemiec trochę jestem.
Żeby było zabawniej, Łabędzcy to radykalni polscy nacjonaliści. – Tak. Brat mamy, mój ojciec chrzestny Tadeusz Łabędzki, czyli ten Schwan właściwie, był przed wojną przywódcą Młodzieży Wszechpolskiej. Wujek Tadek oddał życie za Polskę, zamęczony w UB na Koszykowej.
„Żołnierz wyklęty”? – Tak, ale nie lubię tej głupiej nazwy. Niezłomny, jeśli już. Bo kto go wyklął? Zapowietrzony był, trędowaty? Wyklęty to jak przeklęty. Walczył z komunizmem i został zamęczony w śledztwie. Niemiec z pochodzenia, który oddał życie za Polskę. Taka ironia.
Żołnierze wyklęci, żołnierze przeklęci. Czyim bohaterem jest Romuald Rajs "Bury"?
Zwłaszcza że w czasie wojny był przywódcą MW i naczelnym „Wszechpolaka”. – Cała rodzina mamy była endecka. Ale to nie byli tacy durnie jak dzisiejsze ONR.
Zapał do czyszczenia Polski z Żydów mieli chyba większy? – Ale gdy się czyta ich pisma, poziom intelektualny był wyższy, to była partia profesorów.
Czy to nie gorzej? – Nie można sprowadzać endecji do getta ławkowego, rozbijania żydowskich straganów itd. Rzeczywiście, był wśród nich antysemicki motłoch, ale obok była i elita endecka, profesorowie. Wujek Tadek nie był tak radykalny, Młodzież Wszechpolska to nie był ONR Falanga Piaseckiego, który zajmował się burdami i biciem Żydów.
Przeglądał pan przedwojennego „Wszechpolaka”? – Powojennego, walczyli z komunizmem. Przedwojenne numery też niektóre mam...
I co? – No, Jędrzej Giertych tam pisał, dziadek Romana...
Tak, antysemityzm też był. Nie jest to chwalebny rozdział, ale nie da się endecji do tego sprowadzić.
Pan profesor już się denerwuje? – Ale o co chodzi? Nacjonalizm jest wypaczeniem, jeśli wiąże się z pogardą dla innych narodów, a u nas niestety tak się kojarzy – z żulami używającymi hitlerowskich symboli, bijącymi cudzoziemca za to, że ma inną skórę. Nie można ich stawiać u boku wujka Tadka, którego zakatowało UB. Dzisiejsi narodowcy natychmiast by czmychnęli w takiej sytuacji. Oni to mogą sobie pobić jakiegoś Bogu ducha winnego Murzyna na ulicy czy Hindusa, który pizzę roznosi. „A na drzewach zamiast liści będą wisieć syjoniści!” – krzyczą. Nie ma w Polsce syjonistów, czyli Żydów będą wyszukiwać i wieszać, tak? Sam dostaję listy: „Ty żydowska świnio, Aaronie Nusselbaum...”. To hołota, natomiast tamci pięknie zdali lekcję z patriotyzmu.
Oczywiście, próbuję tylko zrozumieć, skąd u pana te skrajne poglądy narodowo-katolickie na początku lat 90., czy to przez ten kult wujka... – Nie było żadnego kultu. Mało się o wujku mówiło, bo mama zaczynała płakać. Do 1956 rodzina myślała, że jest może na Syberii, aż przyszło pismo, że zmarł w śledztwie w 1946. W wolnej Polsce ustaliłem, że zakatowali go Humer i Różański, do procesu Humera doprowadziłem. Ale kultu nie było. Tylko nad łóżkiem mamy wisiały dwa portrety – mojego taty i wujka Tadka.
Jeśli mówić, że mój dom był narodowo-katolicki, to mogę się na to zgodzić, ale nie miało to nic wspólnego z twierdzeniem, że trzeba mordować mniejszości czy narzucać komuś wiarę. Teraz powoli Polska przestaje być katolicka dzięki PiS-owi. W tym sensie można powiedzieć, że walcząc z PiS-em, walczę o katolicką Polskę, chociaż to nie jest główny motyw tej walki.
Pan by wolał, żeby była jednolicie katolicka? – Byłoby dobrze. Wychowałem się w takiej tradycji i byłoby mi przykro, gdybym doczekał Polski, w której kościoły będą pozamieniane na muzea. Ale myśmy się w domu zatrzymywali przed granicą, którą była krzywda drugiego człowieka i łamanie demokracji. A dzisiaj to jest istotą ruchów narodowych, więc one nie mają prawa się powoływać na Kościół, religia chrześcijańska to religia miłości.
Dziadek i wujek Łabędzcy walczyli o wolną Polskę. Tata też – w 1920 z bolszewikami pod Warszawą, a w II wojnie był dowódcą kampanii AK pod Łodzią, pseudonim „Kurzawa”. Po wojnie wzywany na UB, nie robił kariery, bieda w domu była.
Pamiętam opowieści dziadka Bronka o Syberii – o przyrodzie głównie, na politykę byłem za mały. Mówił, że jak wrony siadają na czubkach drzew, to idzie mróz. W 1905, kiedy był nauczycielem, wywieźli go na Syberię za wywołanie strajku szkolnego w Łęczycy. Lubił opowiadać o tej podróży. Tak się interesował światem, że chciał jechać jak najdalej i aż do Czelabińska zajechał. Stamtąd uciekł – z powrotem przez Rosję – do Niemiec i Ameryki, dokąd przyjechała w 1908 r. panna Stefania Jezierska, moja babcia. W styczniu 1919 wsiedli na okręt – babcia w zaawansowanej ciąży – i wrócili do Łęczycy, gdzie 21 stycznia urodziła się moja mama. Potem kupili majątek pod Łodzią w Mrodze. Kiedyś zaszedł do nich mieszkający w okolicy 37-letni pan Janusz Myszkiewicz-Niesiołowski i poznał 20-letnią pannę Halinkę. Pobrali się w 1940. Cztery lata później się urodziłem. Miałem starszą siostrę Ewę i mam młodszego brata Marka. Imię dostałem po bracie dziadka, Stefanie. Barwna postać – wojowniczy, zawadiaka, przebierał się w stroje szlacheckie, jeździł na koniu i się wygłupiał. Rodzice mówili na mnie Stefula.
Był pan pyskaty czy to z wiekiem przyszło? – Najbardziej z naszej trójki. W szkole też mnie wybierali, żebym przemawiał. Potrafiłem się odszczeknąć.
Kiedy zacząłem czytać, zafascynowała mnie książka „Z życia owadów” Jeana Henriego Fabre’a. Zacząłem chodzić do muzeum przyrodniczego, wzięli mnie jako chłopca do segregowania owadów. A w domu hodowałem płoszczyce, topielice, pływaki żółtobrzeżki, larwy ważek, z larw ważki, motyle...
Jakieś inne obowiązki? – Jak każde dziecko: okna umyć na święta, chleb kupić, kapustę. W sklepie ser był tylko biały i żółty, masło niebieskie i czerwone, chleb razowy i pytlowy, bułka z przedziałkiem i kajzerka. Wszystko było proste. Dzisiaj wchodzę do sklepu i jestem bezradny, dostaję szału. Chleb ze śliwką, ze słonecznikiem, z ziarnami, z żurawiną, z makiem, z dynią – po jaką cholerę? Pięćdziesiąt serów – który wybrać? Bym się może zastanowił, czy walczyć z komunizmem, gdybym wiedział, że to mnie doprowadzi do takich dramatów. Te gigantyczne sklepy! Chodzę po tych przestrzeniach i nie umiem niczego znaleźć. Zawsze kupuję źle – patrzę na innych i mam wrażenie, że kupili lepiej, ja nieudolnie, więc wyrzucam, co mam w koszyku, i wrzucam znowu, wzorując się na innych. Przede mną tymi kartami płacą, to się wszystko zacina. Boże, kto to wynalazł?
Pan nie płaci kartą? – Nigdy, nienawidzę tego. A te rachunki jakie są idiotyczne! Jakieś przelewy wymyślili. Gdy przychodził listonosz, źle było? Odliczał, naślinił, a gdy tak odliczał coraz wolniej i wolniej, ja w pewnym momencie mówiłem: „Już dziękuję”. On brał resztę, ściskał mi rękę i podawał ołówek kopiowy, żebym się podpisał. A teraz jakieś absurdalne konto. Komu to potrzebne? Komu tamto przeszkadzało? Że obalałem PRL, to oczywiście dobrze, ale niektóre skutki uboczne zwycięstwa boleśnie odczuwam.
Czyli coś pana łączy z dawnym kolegą Jarkiem. To może teraz jakieś wspomnienie? – Przyjaźniliśmy się, i to z dziesięć lat. Ale jakie to ma znaczenie? Nie warto nim się zajmować, z nim trzeba walczyć.
Myślałam, że jednak obalimy pana opinię pieniacza. – Jeśli ktoś ma o mnie taką opinię, to jego sprawa, ja się nie awanturuję.
Nigdy nie puszczają panu nerwy? – Nigdzie, nigdy. Nie przypominam sobie niczego, co by można nazwać pieniactwem. Ordynarnych słów też nie używam.
Czyli pan ma siebie za człowieka łagodnego? – Raczej tak, chociaż potrafię się zdenerwować i odpowiedzieć. To łagodność przeplatana ostrymi sformułowaniami. Że porównuję ludzi do zwierząt? O nas się mówi: „mordercy, komuniści i złodzieje”. Czym jest przy tym porównanie kogoś do nutrii albo piżmoszczura?
Człowiek ma wspólnych przodków z małpą, widać w nas zwierzęce cechy. W Sejmie też jeden mi przypomina bociana, drugi wieprza, inny jest niedźwiedziowaty, pewna posłanka ma rybią twarz, a taki dość znaczący poseł to szczurolis albo lisoszczur, trwają w tej sprawie spory.
A coś miłego? Tu możemy po nazwisku. – Coś z zaleszczotka świerzbowca ma poseł Tarczyński – ten, co powiedział do Wałęsy: „Zapraszam cię na solo, bydlaku”.
Gdy ktoś na takim poziomie się wymądrza, mówi o patriotyzmie, to uważam, że po to jestem, po to siedziałem w więzieniu, przeczytałem tyle książek, żeby replikować. Chyba więzienie dało mi odwagę, że nie boję się powiedzieć czegoś, co powoduje ryk i protesty ludzi, którzy nie zasługują na to, żeby ich protesty uwzględniać.
Jeszcze raz: coś miłego? – To niech będzie Gasiuk-Pihowicz – ma coś z sikorki.
Nie oddam sejmu bez walki. Rozmowa z Kamilą Gasiuk-Pihowicz
A pan z kogo coś ma? – Jako nietoperz byłem w tej szopce „Polskie zoo”, ale czy ja mam cechy nietoperza?
Może pan profesor spija krew po nocach? – Nawet kaszanki nie tykam. Mięso mi nie smakuje, wolę warzywa i owoce. Jeżyny, wiśnie czarne, zupy, lane kluski i kogiel-mogiel, taki jak mama robiła. Ale mam w swojej kolekcji – tej w pudełku – wycinek z gazety: na ulicy leży jakiś człowiek przejechany, a ja piję jego krew. To jest dopiero nienawiść. PiS używa najgorszych określeń: „gestapo, gorszy sort, zdrajcy”, a gdy ja porównałem Dudę do Maliniaka, rozpętało się piekło. Wielu dziennikarzy przyjmuje narrację PiS. Powiedziałem, że jeśli jeszcze raz porównają nas do komunistów, to będę ich porównywał do nazistów. Mówią, że trzecie pokolenie AK walczy z trzecim pokoleniem UB – czyli ja jestem trzecim pokoleniem UB?
To nie spotyka się z żadnym odzewem, jakby media do tego się przyzwyczaiły. PiS rządzi m.in. przez dziennikarzy. Znaczna część ludzi przyzwoitych okazała się bezradna wobec tej propagandy.
Andrzej Duda, człowiek z mgły
Albo wolą inny styl dyskusji. – I dlatego my możemy być targowica czy gestapo? Mam pretensję do dziennikarzy – o bezradność, płyciznę, brak diagnozy. Dlaczego nie opierają się bredniom o żołnierzach tzw. wyklętych? Dlaczego nie mówią, że Komorowski pierwszy przywrócił pamięć tych ludzi? Jak można przyjmować tezę, że to Lech Kaczyński przypomniał o powstaniu warszawskim? Sam obchodziłem rocznicę powstania w 89 roku, wszystkie kolejne rządy obchodziły. A 11 listopada świętowałem już w komunie. Napis: „Katyń” namalowałem na pomniku przyjaźni polsko-radzieckiej w 1964 czy 1965... A dla „wSieci” i „Gazety Polskiej” to ja jestem właściwie synonim komunizmu.
Kiedy prokurator Piotrowicz krzyczał: „Precz z komuną!”, to pewnie też do pana? – Gdy jeździłem pociągiem do Poronina, planując wysadzenie pomnika Lenina, to ani jego, ani nikogo z PiS nie było na peronie. Kaczyńskiego tam nie widziałem. Przepraszam, może w drugim wagonie jechał. Z Ziobrą, Sakiewiczem, Karnowskim i Gmyzem. Jak słyszę Ziemkiewicza, bohatera antykomunizmu, to mi się niedobrze robi. Gdzie był wtedy? Miał okazję zrobić coś w tamtych czasach, wykazać odwagę, każda tego typu akcja była szalenie niebezpieczna. Nie widziałem też Dudy. To nic, że oni byli za młodzi, ważne, że ich tam nie było. Pokazuję ten absurd. Jak malowałem na pomniku napis „Katyń”, nie było Terleckiego, który by powiedział: „Popilnuję, Kostuś, żeby cię nikt nie złapał, będę ci puszkę z farbą trzymał. A potem przyniosę rozpuszczalnik, bo żeś się ochlapał trochę”.
„Kostuś” mówią do pana tylko ci, którzy znali pana z podziemia. – Kuroń tak mówił, Geremek... Coraz mniej takich. Najbardziej lubię, jak słyszę od Michnika: „Dobrze im powiedziałeś, Ko-ko-kostku”. To mój pseudonim z Ruchu, Andrzej Czuma do dzisiaj tak mówi.
W Ruchu mieliście utopijny wówczas program pełnej niepodległości Polski i spektakularne akcje. Zrzucenie z Rysów tablicy ku czci Lenina to pana pomysł?
– Plany wysadzenia pomnika i podpalenia muzeum Lenina też były moje. Wolałem działać, niż mleć ozorem. Tablica to był łatwy cel. Chociaż teraz co chwila ktoś spada z Rysów. A ja wtedy szedłem w nocy, z latarką.
Dzień po wejściu wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji. – Musiałem tam wejść, kiedy nikogo nie było, czyli w deszczowy dzień. I późno, a schodzić w nocy, co jest niebezpieczne. Poszedłem z kolegą, tablica była wielkości drzwi, ciężka, odkuliśmy ją od góry, potem się huśtała, huśtała i spadła. Po dłuższej chwili rąbnęła o skały, pewnie do dziś gdzieś leży. Chcieliśmy niszczyć symbole, nie strzelać.
Ale były jakieś małe napady, kradzieże. Skąd ta brawura? – Nie wiem. Teraz bym chyba umarł na serce, gdybym miał iść podpalić muzeum albo kraść. Wtedy brałem od portiera klucz i wynosiłem maszynę do pisania. Myśmy nie używali słowa „kradzież”, tylko „ekspropriacje” – PPS i Piłsudski tak mówili o swoich napadach. Uważaliśmy, że mamy prawo zabierać mienie państwowe. Wydawaliśmy ulotki, pisma i rozwoziliśmy po kraju, chociaż społeczeństwo było raczej bierne, zastraszone, popierało komunistów. A jeśli nie popierało, to nie widziało szansy na zmianę sytuacji. Ja też nie, to wszystko było desperackie.
Rodzice jak reagowali? – Nic nie wiedzieli, tylko że w góry z bratem jeździmy. Dowiedzieli się dopiero, jak esbecy przyszli po nas do domu rano 20 czerwca 1970, czyli dzień przed akcją wysadzenia pomnika i podpalenia muzeum. Potem zobaczyłem rodziców po półtora roku, na procesie. A kiedy przyjeżdżali do Barczewa na widzenia, uspokajałem: wrócę do pracy, nie przejmujcie się. I wróciłem, głównie dzięki mojemu przyjacielowi, dzisiaj profesorowi, Krzysztofowi Jażdżewskiemu.
Kiedy rozmawiałem z ludźmi, którzy wiedzieli, że walczę z komunizmem, mówili: nigdy nie wygrasz, nic się nie da zrobić, Rosja ma armię... Gdy trafiłem do więzienia, uznałem, że mieli rację. Dopiero gdy wyszedłem jesienią 1974 i spotkałem Kuronia, Michnika, Lityńskiego, którzy się organizowali, pomyślałem sobie: Boże, ile byśmy dali, żeby znać takich ludzi, gdy byliśmy w Ruchu. Myśmy wyszli z więzienia do innej Polski. Kiedy nas zamykali, blisko nas nie było nikogo, kto by myślał o walce. To był rodzaj dziwactwa, jakby ktoś walczył z powszechnym ciążeniem. A tu nagle poznałem środowisko wprawdzie różniące się od nas, ale wolnościowe.
Chyba zbyt liberalni byli jak dla pana? – Był potem spór między nami – ROPCiO a KOR-em – o to, że oni nie stawiali na ostro postulatu niepodległości, tylko chcieli stopniowo walczyć o coraz więcej wolności i demokracji. Ale do Kuronia miałem sentyment, prawy człowiek, fascynujący intelektualnie. Miał rację, żeby nie palić komitetów, bo ja jednak chciałem, ale emocjonalny był może nawet bardziej ode mnie. Na moim ślubie był. Mam z tego film, ale nie mogę oglądać, za dużo na nim ludzi, którzy już nie żyją: mama, siostra, tata, rodzina żony, Jacek Kuroń, mecenas Szczuka, z połowa ludzi.
Przyjaciele z KOR-u. Dlaczego teraz się nie lubią? Rozmowa z Ludwiką i Henrykiem Wujcami
Kiedy poznałem Jacka i innych, poczułem, że warto było siedzieć. Zresztą tych młodszych to już widziałem na naszym procesie: Karpińskiego, Michnika...
O więzieniach mało mówię, ten rozdział zamknąłem. Skazali mnie na siedem lat, tak jak Andrzeja Czumę, wyszliśmy po czterech. Początkowo liczyłem się z tym, że może być i wyrok śmierci, takie były czasy. Pierwsze dni po aresztowaniu człowiek jest przestraszony, myśli w kategoriach samobójczych...
Myślałem: Boże kochany, zginę w tym więzieniu. Z wycieńczenia, chorób. Ale po kilku miesiącach już się uspokoiłem. Tylko co robić z czasem? Nad jeziorem kwiaty się zmieniają, w kwietniu drzewa w sadzie są białe, czerwiec to już przekwitają, w lipcu gorąco, jesień... A tu nic się nie zmienia, życia nie ma.
Ale muchy chyba były? – A co one mają robić w więzieniu? Były tylko pluskwy, wszy, karaluchy, a muchówki żadne nie przylatywały – do czego? Szczura pamiętam, jak się pluskał w kiblu, gdy mnie wsadzili do karnej celi dyscyplinarnej.
Z więzienia zostało mi wiele zabawnych opowieści. Pewien więzień twierdził, że był pod Grunwaldem. „A jak to było z tym wielkim mistrzem krzyżackim? – pytam. – Bo na obrazie Matejki to takie zagmatwane: Litwin zamachnął się toporem, Polak mieczem, Kozak dzidą, ale kto naprawdę zabił von Jungingena?”. A on tak się podniósł, spuścił nogę, bo na łóżku leżał, i mówi: „Kostuś, ja w taborach byłem”. Geniusz.
No to jeszcze. – Takie historie to do rana mogę... Prosili mnie, żeby im rysować drapieżne zwierzęta: skorpiona, lwa czy orła, tylko takie tatuowali. Rysowałem na kartce, brał to tzw. dziardziacha, przerysowywał na chusteczkę i przez chusteczkę nakłuwał skórę. Śmieszność polegała na tym, że miałem uznanie jako rozstrzygacz sporów intelektualnych: kiedy skończyła się pierwsza wojna, kiedy druga, a po co jest Jowisz, tego typu. Raz hanysowi ze Śląska tatuowali na łopatce smoka. Wszedł stary recydywista i mówi: „Hanys, nie takie są smoki”. Zrobiła się poruta. Bo co dalej, jak chłop ma już pół łopatki wytatuowane? „Kostuś, jak to jest ze smokami?”. I co im powiedzieć – że w ogóle smoków nie ma? Nie mogę. Co drugi więzień ma smoka, no to jak nie ma? W końcu mówię: „Dzisiaj takich nie ma, ale kiedyś były”. To ich uspokoiło.
Raz mnie posadzili z psychopatą. 25 lat za morderstwo miał. Palił w nocy słomę w sienniku i krzyczał: „Walcz, Zeusie!”. Mogliśmy spłonąć, zanimby przyszli strażnicy. Bałem się zasypiać. Wystawiłem na korytarz miski i rozpocząłem głodówkę. W końcu go zabrali.
Miał pan jakąś literaturę patriotyczną podnoszącą na duchu, coś tego typu? – Coś Wyspiańskiego miałem, Norwida – o tym, że „Jeśli mi Polska ma być anarchiczną,/ Lub socjalizmu rozwinąć pytanie,/ To już ja wolę tę panslawistyczną,/ Co pod Moskalem na wieki zostanie!”. I teksty piosenek, najbardziej Agnieszkę Osiecką lubiłem. Poznałem ją już po wyjściu – kiedy siedziałem, podpisała apel do władz w obronie Ruchu i pojechałem jej podziękować.
Pisała dokładnie tak, jakbyśmy bywali w tych samych miejscach. „Zielono od marzeń – my,/ na kładce i w barze – my./ Do pary, nie w parze,/ bezsenni żeglarze, na całych jeziorach – my”. Pamiętam te kładki, te bary, gdzie były trzy dania na krzyż, ale na Mazurach wszystko smakowało, gdy się miało 20 lat.
Albo piosenka o dziewczynie w niebieskim szaliku: „Lecz myślę czasami o tamtej dziewczynie,/ Jak piła gorące mleko./ I nieraz chciałbym aby tu była/ Może to miałoby sens./ Jak ona śmiesznie to mleko piła/ Gapiąc się na mnie spod rzęs...”. A zaczynało się: „Są małe stacje wielkich kolei,/ Nieznane jak obce imiona,/ Małe stacje wielkich kolei,/ Jakiś napis i lampa zielona”. Mnie to było bliskie, te małe stacje to mój świat, w podziemiu ciągle jeździłem z „Biuletynami”. Ile ja przesiadywałem na dworcach, pijąc cienką herbatę, bo nie miałem pieniędzy, żeby się najeść?
Pan to zna na pamięć? – Osiecką chyba całą. Ona opisała wszystkie moje emocje. Za pomocą paru zdań potrafiła też nakreślić całą Polskę Ludową.
Siedziałem trochę ze szpiegiem, Cichy się nazywał, i on mi tłumaczył zagraniczne piosenki, które puszczali nam przez tzw. betoniarę, głośnik. Podobał mi się zwłaszcza hit „Mamy Blue” po francusku, ale to nie to co Osiecka.
Można pomyśleć, że w tym Barczewie całkiem wesoło było, a to nieprawda. – Wzrok mi się tam pogorszył, dzięki czemu później swoją żonę okulistkę poznałem. Zębów trochę straciłem, ale całe życie chorowałem na zęby, w więzieniu to szczególnie gorzkie doświadczenie. Na samą myśl mam dreszcze. Dentysta to najpotężniejszy mój lęk. Kiedyś wystarczył jeden ruch dentysty, a już wiedziałem, co będzie robił. Dla mnie najcudowniejsze słowa na świecie to: „Matka Ojczyzna” i „fleczer, proszę”. Gdy dentysta prosił o fleczer, wiedziałem, że kończy. Chętnie dłużej porozmawiam o zębach, mam dużą wiedzę na ten temat.
Spotkał pan kiedyś tego, który was wydał? – Tak. Z dziesięć lat temu. Na jakimś spotkaniu w Gdańsku podszedł i się przedstawił.
Jak gdyby nigdy nic? – Nie wiedział, że ja wiem.
I co, rzucił się pan na niego? – Nieee, starszy ode mnie człowiek, normalnie rozmawiał. Dawał do zrozumienia, że niby razem żeśmy walczyli. Wszystkiego mogłem się spodziewać w życiu, ale nie tego, że ten człowiek do mnie podejdzie. A skoro podszedł, mógłby przeprosić. A on, że coś nas łączy, pan nie wie co. Wiedziałem. Poszedłem do organizatora z pytaniem, po co go ściągnął. Dyskretnie. Wyprosił go i więcej nigdy człowieka nie widziałem. Nazwiska nie wymieniam.
Wybaczył pan? – Tak, a co tam. Doniósł na całą naszą organizację, dobrowolnie, za pieniądze – i pojechał za to nad Morze Czarne. Ale nie potrafię długo chować złości. Nie prowadzę żadnych wściekłych wojen. Chrystus wybaczył łotrowi na krzyżu. Nieudolnie próbuję się na tym wzorować. Tak rozumiem chrześcijaństwo.
Polska jest wolna. Po co mam walczyć dzisiaj z komunistami, skoro przestali być groźni? Poza tym nie dlatego z nimi walczyłem, że byli komunistami, tylko dlatego, że szkodzili Polsce. Okrągły Stół to załatwił – oddali władzę pokojowo. Był czas po 1989, że znów z nimi wojowałem, dlatego że próbowali monopolizować władzę, ale i to się skończyło. Kiedy Kaczyński odejdzie lub przegra, też mogę z nim wymieniać poglądy. Natomiast dopóki niszczy Polskę, to jako polski patriota przeszkadzam niszczyć mój kraj.
Twierdzenie, że jestem pełen nienawiści, jest kłamstwem. Gdybym był chodzącą nienawiścią, ludzie by mnie nie wybierali.
Kiedy Kaczyński powiedział o pana postawie w śledztwie – że 13-letnie dziewczynki na gestapo wytrzymywały tortury i nie sypały, a pan tak – jak pan się czuł? – Kaczyński nie jest w stanie mnie dotknąć, bo ja naprawdę walczyłem, a on nie. Mówienie, że małe dziewczynki wytrzymywały tortury, a ja nie, jest w odniesieniu do mnie idiotyczne. Nie miałem żadnych tortur, nie musiałem niczego wytrzymywać.
Stan wojenny. Jak się żyło w internacie
Nie straszyli, nie szantażowali? – Straszyli wysokim wyrokiem i że nie wyjdę żywy z więzienia. Ale nikt mnie nie bił. Po prostu składałem zeznania, które wydawały mi się dobre w tej sytuacji. Generalnie mówiłem to, co oni już wiedzieli. Chcieli, żebym się przyznał do chęci obalenia ustroju i że Ruch był inspirowany z zewnątrz, przez akowców, przez Kościół – odmówiłem. Przyznałem się do chęci podpalenia muzeum w Poroninie i do tego, co wiedzieli. Teraz w ogóle odmówiłbym zeznań. Na to wtedy stać było m.in. Andrzeja Czumę i Joannę Szczęsną. Ale moje zeznania są przyzwoite, nie powiedziałem im nic nowego. Zresztą ja się z tego rozliczyłem. W 1989, w książce „Wysoki brzeg”.
Jednak wydawało się, że słowa Kaczyńskiego uderzyły w pana czułą strunę. – Eee, Macierewicz też niedawno mnie wyklął: „Wymazuję z pamięci nazwisko tego człowieka!”. Natychmiast przypomniałem sobie piosenkę Starszych Panów w wykonaniu Łazuki i Kraftówny „Przeklnę cię, jeżeli mnie porzucisz/ Przeklnę cię, gdy się do innej zwrócisz/ Przeklnę cię”. Podobne uczucia wywołał we mnie Kaczyński, który chciał ze mnie zrobić donosiciela, ale mu nie wyszło. Jego zarzut opierał się dodatkowo na błędzie, że byłem TW „Leopold”, podczas gdy chodziło o kogoś innego, nawet Gontarczyk o tym pisał.
Do prawicowej prasy to trafiło i zostało. – No to co ja poradzę? Kaczyński nie może mnie obrazić, bo jest tchórzem, który chowa się za innymi, nie ma odwagi politycznej. Egzamin z tej odwagi zdawało się w okresie komunizmu i on go zdał średnio, chociaż nie można powiedzieć, że nie zdał w ogóle, bo nie poszedł na współpracę. Dotknąć mnie mogą słowa ludzi, których cenię.
Gdy Geremek powiedział mi coś przykrego, to przeżywałem. Rok byłem z nim internowany. Ale po 1989 byłem z nim w politycznym konflikcie, który przenosił się na stosunki osobiste. Geremek reprezentował koncepcję, że Obywatelski Klub Parlamentarny ma być jednością, a ja chciałem już budować inną partię. Geremek – że to za wcześnie na podziały. Dlatego nie poparłem go na szefa OKP. Pamiętam, jak mi powiedział z żalem: „Kostusiu, strasznie się zmieniłeś”.
A pan co? – „Przepraszam, Bronek”. Burzyłem coś, co on tworzył, ale co moim zdaniem nie dało się utrzymać. W końcu on miał Unię Demokratyczną, a ja ZChN. Rozeszły się nasze drogi, a zeszła się moja droga z Kaczyńskim, w polityce tak jest.
Z wieloma współinternowanymi pan się wtedy rozszedł. – Geremek, Mazowiecki, Komorowski, Drawicz, Woroszylski, Amsterdamski... Większość nie żyje, a i tak są prześladowani, niszczeni. Najpierw byłem w pokoju z Julianem Kornhauserem, dzisiaj teściem Dudy. Wielka klasa połączona z delikatnością. Nigdy nikogo nie obraził, świetnie się z nim dyskutowało. W sumie żałowałem, że wychodził. A nas przewieźli z Jaworza do Darłówka, gdzie siedziałem m.in. z Januszem Szpotańskim. To była tzw. cela szyderców. Ośmieszaliśmy fanatyzm religijny i kolegów, którzy co chwila obchodzili jakieś rocznice.
Pan szydził z fanatyków religijnych? – Że noszą krzyże na piersiach z napisem: „internowany”, że patriotyczne napisy wieszają na oknach. Kpiłem, żeby powiesili je na parapetach, bo myszołów włochaty, który jest ich jedynym czytelnikiem, musi skręcać głowę.
Miałem swój wkład w tekst Szpotańskiego „Pan Karol i Kostuś” o mnie i Karolu Modzelewskim. Zaczyna się tak: „Pan Karol – polityk o sławie światowej/ mąż stanu, budziciel sumienia;/ a Kostuś – prowincjusz spod lachy grobowej,/ pokątny intrygant i pieniacz”.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.05.19 21:20 ben13022 Nagroda Nike 2016 - nominacje. Oto 20 książek roku.

Jubileuszowe, 20. rozdanie nagrody Nike stoi pod znakiem poezji i reportażu. Obok powieści, prozy poetyckiej, wspomnień i eseju są cztery tomy wierszy i w gronie nominowanych do najważniejszego wyróżnienia literackiego w Polsce jest aż siedem zbiorów reporterskich. Całą dwudziestkę ogłoszono podczas Warszawskich Targów Książki. Nike to nagroda za najlepszą książkę roku. W konkursie mogą startować wszystkie gatunki literackie. Nagrody nie można podzielić ani nie przyznać. Lista dwudziestu nominowanych jest ogłaszana w maju na Warszawskich Targach Książki, siedmiu finalistów - na początku września na łamach "Wyborczej".
W tym roku w jury nagrody Nike są: Piotr Bratkowski, Tomasz Fiałkowski (przewodniczący), Irena Grudzińska-Gross, Rafał Marszałek, Stanisław Obirek, Maria Anna Potocka, Paweł Rodak, Andrzej Werner i Maria Zmarz-Koczanowicz.
Oto książki, które jurorzy nominowali do nagrody Nike za rok 2015.
Opowieść o życiu trzech dziewcząt dorastających w niewielkim, prowincjonalnym miasteczku. Lata dzieciństwa i dojrzewania, szkolnych przyjaźni, pierwszych przykrości. Te wspomnienia mają melancholijny, nostalgiczny ton. Później drogi dziewcząt się rozejdą: jedna z nich, najlepiej sytuowana, utknie w agencji reklamowej, życie drugiej, sprzątaczki, będzie upływać na trudnym wiązaniu końca z końcem, trzecia z powszechnego biegu wypadnie na zupełny margines. Smutek egzystencji każdej z kobiet jest wyraźny, ale niedefiniowalny, jakby nie miał powodu.
"Chciałabym, aby tytuł 'Nieważkość' pozostał tajemniczy. Niedopowiedzenie to ważny aspekt każdego tekstu literackiego, bo w niedopowiedzeniu kryje się tajemnica, czyli to, co najprawdziwsze. To, co jest już poza słowami" - mówiła Fiedorczuk w jednej z rozmów. (Marek Radziwon)
"Inżyniera Iwanowskiego Mieczysława oraz Kozłowskiej Teresy ostatnio przebywających w obozie Oświęcim poszukuję...". Takich ogłoszeń w 1945 r. ukazały się setki. Obok nich pojawiały się reklamy usług ekshumacyjnych, szycia ciepłej bielizny, jasnowidzenia, kursów rosyjskiego, skupu książek (które w 1945 r. były towarem pierwszej potrzeby), obwieszczenia o wiecach, oczyszczeniu tego i owego z zarzutów o kolaborację... W książce Grzebałkowskiej ogłoszenia drobne są refrenem i swoistym kalendarium wydarzeń roku, w którym kończyła się wojna i zaczynał pokój. Choć tak naprawdę nic się jeszcze nie skończyło i nic do końca nie zaczęło. Reporterka "Wyborczej" wkracza na ziemie przez chwilę niczyje, by bez osądzania przyjrzeć się z bliska losom ostatnich żyjących świadków tamtego czasu. Ludzi, którzy gonieni strachem próbowali się przedrzeć przez skuty lodem Zalew Wiślany, przesiedleńców, wychowanków otwockiego domu dziecka dla ocalonych z Holocaustu, szabrowników... Wspaniała reporterska panorama. (Juliusz Kurkiewicz)
Autor m.in. tomu "Pełna krew", za który w 2013 roku dostał Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej. O jednym z wierszy z tomu "Kardonia i Faber" powiedział tak: "Wiele moich wierszy rodzi się w snach, półśnie. Nie zawsze jestem do końca świadomy tego, co mi dyktuje noc. Dopiero po wielu dniach, miesiącach, dociera do mnie, co pisałem i po co".
W jego poezji znajdziemy obrazy osobiste i intymne. W wierszu "Dziadek Jarosz": "mój ojciec starzeje się/ i upodabnia do mnie. Trzymam mu młotek, kombinerki,/ gdy przybija sosnowe ćwierć wałki". W wierszu "Kwadra": "Skąpa historia: przyjeżdża rodzina/ wujek coś tłumaczy w sieni ojcu,/ potem zrzucają się na wieniec i wódkę". A potem przychodzi już inny czas, jak w wierszu "Królestwa": "Jechałem do domu okrężną drogą,/ pociąg stał na moście, w słońcu tkwiła jesień. Żona zadzwoniła, powiedziała, że zostanę ojcem". (Marek Radziwon)
Zbiór reportaży o współczesnym Egipcie Piotra Ibrahima Kalwasa - mieszkańca Aleksandrii i Warszawy, znawcy i wyznawcy islamu. W jego reportażach czuje się ciekawe rozdwojenie. O Egipcie i Kairze Ibrahim Kalwas mówi tak: "codziennie go chwalę i przeklinam. Kiedy tam jestem, męczy mnie intensywność tej rzeczywistości, hałas, smród, jakiś surrealizm. Ale kiedy jestem tu, tęsknię za tym wszystkim. Za tą cudowną gościnnością, opiekuńczością". Tytułowy haram/halal to ciągłe rozgraniczenie między tym, co wolno, a tym, czego nie wolno. Granica, jak cały nowoczesny i jednocześnie tradycyjny, archaiczny świat islamu, jest ciekawsza, bardziej skomplikowana, różnobarwna i znacznie bardziej chaotyczna niż można by sądzić. (Marek Radziwon)
Ta książka nie mogła trafić na lepszy czas. Właśnie teraz, kiedy po raz pierwszy w polskim parlamencie zasiadają przedstawiciele Ruchu Narodowego jawnie odwołujący się do ideologii faszystowskiej, kiedy przez polski internet przechodzi fala brunatnej nienawiści do uchodźców, opowieść o mieście, które opanowała "biała siła", może nam wiele wyjaśnić. Fala szowinizmu, która ostatnio przybrała na sile w stolicy Podlasia, jest tu jedynie punktem wyjścia do znacznie szerszej analizy. Jej tematem jest mechanizm zapominania i wymazywania, który stwarza warunki do rozwoju ksenofobii. Symbolem tego mechanizmu jest w książce Kąckiego obraz żydowskiego kirkutu w centrum Białegostoku, który po wojnie został zasypany warstwą ziemi i gruzu ze spalonego getta, bo przeszkadzał w odbudowie miasta. (Roman Pawłowski)
Stryjeńska - wiadomo: malarka, projektantka tkanin, plakatów i przedmiotów, dziś powiedzielibyśmy, że działała w designie. Ale może właśnie nie wiadomo, bo kto tak naprawdę pamięta dziś o tej zmarłej w latach 70. w Genewie artystce? Była jedną z najbarwniejszych postaci dwudziestolecia, temperamentu miała tyle, że możnaby obdarzyć nim kilku ludzi, a i tak pozostaliby interesujący. Dość powiedzieć, że krótko przez I wojną zapisała się jako chłopiec na monachijską akademię, która jeszcze wtedy nie przyjmowała dziewcząt. W kryzysy jej burzliwego małżeństwa z architektem Karolem Stryjeńskim (dwukrotnie usiłował zamknąć ją w szpitalu psychiatrycznym) zaangażowane było niemal całe środowisko artystyczne Warszawy i Zakopanego - Witkacy miał się nawet pojedynkować z jej mężem. Jednak z punktu widzenia tej książki najważniejsze, że prowadziła bardzo stylowe zapiski, które Kużniak w fantastyczny sposób wysunęła na plan pierwszy, podporządkowując im narrację i dając nam wyobrażenie o jej dowcipie, zmyśle obserwacji (a obracała się wśród niebywałych ludzi) i dystansie do własnego, niełatwego życia. (Łukasz Grzymisławski)
W tytułowym wierszu czytamy o bezrefleksyjnej nowoczesności: "Nasze wirtualne pliki ciał/ w albumach/ blogach/ notesach znajomych./ Nowe zdarzenia./ Nowe polubienia". I dalej: "Jesteśmy już/ w kontaktach/ i w powiadomieniach". "Pisałam te wiersze w zasadzie bez żadnego klucza, a potem próbowałam je ułożyć w całość - mówiła Ewa Lipska o najnowszym tomie poezji (...) Tytuł miałam już wcześniej. Czytnik linii papilarnych był dla mnie pewnym symbolem. Z jednej strony to biometryczne zabezpieczenie jako symbol czasów w których żyjemy, a jednocześnie linie papilarne jako coś osobistego i jedynego. I wiedziałam, że połączenie tych dwóch rzeczy razem będzie świetnie obejmować wszystkie wiersze, które są w tym tomiku". (Marek Radziwon)
W Grasse żona i ukochana Bunina na przemian czytały i przepisywały "Nathalie". Żona wiedziała, że Jan (tak z polska nazywała Bunina) "musi być zawsze trochę zakochany", żeby móc pisać. Otoczony aurą kobiecości opisywał miłości, jakie "zdarzają się studentom i nigdy nie przechodzą do następnej fazy". Czym były dla niego te powroty? Nostalgicznym wspomnieniem? Czymś znacznie więcej. Renata Lis widzi w tym grę z życiem prowadzoną przez pisarza gnostyka nieufnego wobec materii, a jednocześnie zakochanego w niej. Nie wierzył w zmartwychwstanie ani w prawosławną, ewangeliczną symbolikę Przemienienia - wywodzi autorka. Według Zinaidy Gippius Bunin pisał tak, "jakby Chrystus jeszcze nie przyszedł na świat". Panicznie uciekając przed śmiercią, sam siebie zbawiał za pomocą literatury. (Tadeusz Sobolewski)
W twórczości, tak poetyckiej, jak i eseistycznej Piotra Matywieckiego są tematy stałe i ważne: Warszawa - miasto własne, realne i jednocześnie zmitologizowane. "Bo tylko tutaj żyjemy, ciężko i pracowicie" - czytamy w wierszu "Mit". Także Warszawa i prywatna żydowska przeszłość: "Dwa razy ekshumowano mojego Ojca./ Najpierw wyjęto Jego ciało z podwórza,/ gdzie gruz Go zasypał po bombardowaniu/ i uroczyście pochowano przy głównej ulicy./ Po kilkudziesięciu latach wyjęto Go/ z miejsca zbyt zaszczytnego na grób - tak uznali urzędnicy ratusza. Może nawet mieli rację".
"Marzę o tym, żeby być poetą ostrej obserwacji, widzenia" - mówi Piotr Matywiecki. Taki jest cykl zatytułowany "Człowiek" - mikrowiersze, obrazy sytuacji codziennej i niecodziennej, nagłej, widzianej przez chwilę. (Marek Radziwon)
Radziecki sadownik z tytułu nie fantazjował; porywał się na to, co niemożliwe, nie zrywając z racjonalnością. Być może Murek również wkroczyła na tę ścieżkę. Ale równie dobrze można widzieć w "Uprawie " pokaz nieokiełznanej wyobraźni. Autorka perfekcyjnie operuje skrótem; jej gęste, eliptyczne zdania wymuszają na czytelniku niezwykłą aktywność. Właściwie wszystko tu trzeba sobie opowiedzieć po swojemu - nie ma innej rady. Osobliwie aktywność odbiorcy wymuszają nad wyraz pojemne metafory - na przykład motyw mięsa pojawiający się w opowiadaniach "Organizacja snu w przedszkolu" oraz "Ołówek, siekierka, kijek". W tym pierwszym utworze przedszkolak Piotruś został odtrącony przez dzieci, które uznały, że "jest z mięsa", w drugim na mięsie lęgną się pszczoły. (Dariusz Nowacki)
W jednym z wywiadów Bronka Nowicka mówiła: "Nie pragnę, żeby martwe rzeczy były żywe. Chciałabym, żeby żywi ludzie byli mniej martwi. O tym jest dla mnie ta książka". Nie śmierć zatem, ale właśnie jakieś jednoczesne trwanie życia i nie-życia cały czas jest w tej krótkiej prozie widoczne. "Dziecko martwi się, bo nie umie nakarmić kamienia. Nie dlatego, ze nie umie znaleźć w nim ust. Wie - cały jest ustami". W tekście "Statek" czytamy: "Dziecko wzięło stołową łyżkę i poszło kopać grób resztkom ryby. Nie był to dobry pochówek, bo nie szyty na miarę, zbyt obco skrojony".
"'Nakarmić kamień' ma swój wymiar dokumentalny - mówi Nowicka. Dokumentalny nie znaczy autobiograficzny. Świat opisany w książce jest zbudowany ze wspomnień, ale nie są to wspomnienia w ich pierwotnej formie". (Marek Radziwon)
Opowieść Joanny Olczak-Ronikier o powojennym Krakowie jest ciągiem dalszym "W ogrodzie pamięci" - nagrodzonych Nike znakomitych wspomnień o przodkach autorki. O potrzebie sięgania do rodzinnej przeszłości Olczak-Ronikier mówi w rozmowie z Angeliką Kuźniak: "Musiałam zrobić coś, czego unikałam w młodości, czyli zbliżyć się do nich na nowo". W książce pojawia się słynny Dom Literatów na Krupniczej i pisarze, którzy się przez ten dom przewijali: Staff, Szaniawski, Andrzejewski, Różewicz. "Fotografie, notatniki, kalendarzyki, zaproszenia, katalogi wystawowe. Przez lata miałam poczucie, że skoro te dokumenty nie zniknęły, trzeba z nimi coś zrobić. Wydaje mi się, że obowiązkiem każdego z nas jest pamiętać, skąd się wzięło na tym świecie" - mówi Olczak-Ronikier. (Marek Radziwon)
Imiona oraz adresy bohaterów zostały tu zmienione. Wystarczy jednak chwila, by w internecie odnaleźć autentyki, w tym dane 19-latka z Bydgoszczy, który w marcu 1996 r. z zimną krwią zamordował młodszego kuzyna, a po trzech latach - nastoletnią sąsiadkę. Nie wiadomo, co bardziej poruszyło opinię publiczną: bestialstwo chłopaka czy indolencja policji, której nie udało się wykryć sprawcy pierwszego mordu i w efekcie zapobiec drugiemu. Orbitowski świetnie uchwycił moment konstytuowania się społeczeństwa konsumpcyjnego w III RP, pokazał, jak pieniądz wchodzi w świat ukształtowany wedle starych zasad, jak dezorientuje nie tylko młodziutkich bohaterów. Kapitalna powieść. (Dariusz Nowacki)
Lata 80. ubiegłego wieku, dekada, w której dojrzewa tytułowy skoruń, czyli niesforny chłopak, trochę łobuz, trochę leń. Konkretu historycznego mamy tu niewiele. Ojciec chłopięcego narratora jest działaczem "Solidarności". Mimo że zasadniczo jest sadownikiem, pracuje także jako nauczyciel w jednej z sandomierskich zawodówek. Gdzieś daleko w tle pojawiają się echa stanu wojennego, nad wyraz wątłe. Wiadomo - czas w takiej opowieści musi być inny, a więc mierzony rytmem pór roku i prac gospodarskich. Zwraca też uwagę niezwykła żywotność spraw przeszłych - związanych z II wojną światową czy nawet z okresem, kiedy okolica należała do ziemiańskiego rodu Siekierskich, nie mówiąc o ciągle na nowo przeżywanych konfliktach rodzinnych czy sporach o miedzę. Płaza z wyczuciem odświeża te stare, po części archetypiczne motywy. (Dariusz Nowacki)
W poezji Uty Przyboś znajdą się odwołania do ważnych dla poetki tradycji literackich: "Twardym ołówkiem i giętkim słowem/ wymówił ze świateł prawdę swojego istnienia" (o Schulzu), "Wśród drzew jesiennych/ dom pusty tłumem ludzi i zwierząt umarłych... (to o Stawisku Iwaszkiewicza)".
W innych miejscach będzie przeważać doświadczenie osobiste, prywatne, jak w wierszu "Stanąć": "W drodze stanąć, najlepiej o zmierzchu. Gdzieś, gdzie nie ma ludzi/ albo z bliskim człowiekiem". Albo jak w wierszu "Wtedy: "wtedy przede mną pies biegł/ las wokół wzrastał/ ślady zostawiała z tyłu/ górą chmury wzbierały".
Ale lepiej uważać z interpretacjami: "Panowie krytycy zgięci nad słowami/ najbardziej lubią znaki zapytania" - czytamy w wierszu. (Marek Radziwon)
"Chrześcijaństwo pochodzi ze Wschodu. Wszystko zaczęło się w Antiochii, Jerozolimie, Aleksandrii, Konstantynopolu" - pisze we wstępie do swojego zbioru reportaży Dariusz Rosiak. I jedzie na Bliski Wschód, żeby zobaczyć i opisać współczesny, coraz bardziej kurczący się świat tamtejszych chrześcijan: iracki Kurdystan i pogranicze z Turcją, Koptowie i Egipt, do którego chrześcijanie dotarli około 40 roku po śmierci Chrystusa, rządzony przez Hamas i Fatah Zachodni Brzeg, Liban z sięgającą VI wieku tradycją maronicką. "W Egipcie niełatwo się żyje, ale jesteśmy przyzwyczajeni do muzułmanów. Modlimy się za nich i za to, żeby zrozumieli, że Chrystus przyszedł zbawić wszystkich, nie tylko Koptów, ale także ich i Żydów" - powiada jedne z bohaterów Rosiaka. (Marek Radziwon)
"'Dom z witrażem' ma jakby kilka warstw: historię kraju i historię rodziny, osobistą mapę Lwowa, przewodnik po emocjonalności bohaterek. (...) Uwielbiam słuchać o tym, co kto odkrył w mojej książce, bo każdy czyta przecież przez siebie" - mówiła Słoniowska w jednym z wywiadów.
"Dom z witrażem" jest debiutem Żanny Słoniowskiej - pisarki, tłumaczki, Ukrainki. To rodzinna mikrohistoria, opowieść o kilku pokoleniach sięgająca lat radzieckich: matce i babci narratorki. Jest głównie o kobietach, ponieważ mężczyźni w tym świecie odchodzą albo giną wcześnie, wielu w czasie wojny. Tytułowy lwowski dom z witrażem jest więc szeroką panoramą, w której przegląda się historia Ukrainy ostatniego stulecia. (Marek Radziwon)
Zbiór esejów o wierze świeckich. "Myślałem, że jesteś... mądrzejszy - mruknął przed laty ksiądz, opiekun ministrantów, na wiadomość, że przychodzę służyć do mszy niewyspany, bom minioną noc spędził na festiwalu Jazz Jamboree". Czy możliwe jest sacrum w sztuce niereligijnej? Opisuje "swoistą alergię naszej kultury: mechanizm obronny skierowany przeciwko wszystkim postaciom, którym skłonni bylibyśmy przypisać status proroka naszych czasów", czyli pyta o chrześcijaństwo człowieka współczesnego i o wiarę praktyczną, nie zamkniętą w tekstach i wyobrażeniach sprzed dwóch tysięcy lat. Kilkanaście tekstów poświęca interpretacjom Ewangelii, bo "nasze doświadczenia wpływają na to, jak ją rozumiemy". Cały czas mówi sobie: sprawdzam. (Marek Radziwon)
Psy i koty bez jednej czarnej plamki, idealnie biały lukier do ciasta, rewolwer trzymany w dziecięcym wózku, a gdy się komuś wypsnie, to pochwała Hitlera. Surmiak-Domańska zabiera nas do Pasa Biblijnego, czyli do tej części amerykańskiego Południa, która zawiązała Konfederację, co rozpoczęło amerykańską wojnę domową. Zatrzymuje się w miasteczku tak sielskim, że aż czujemy, iż coś tu nie gra. Na ulicy nie uświadczysz ani jednej czarnoskórej osoby. Ten reportaż to coś więcej niż tylko panoramiczny obraz historii Klanu. To uniwersalna opowieść o narodzinach i zaklętym kręgu przemocy ożywianej przez poczucie krzywdy, wykluczenia i chęć rewanżu. Nie znajdziemy tu biało-czarnej (nomen omen) opowieści a rebours. Za to dowiemy się np., jak absurdy poprawności politycznej pogłębiają rasowe podziały w Ameryce. (Juliusz Kurkiewicz)
"Wiedziałem, czym była Radziecja, i uważałem, że trzeba było całe to imperium posłać do piachu, ale faktem też, że to, co rodziło się na jej gruzach, to na razie były krew, pot i łzy wsiąkające w zimny, podchodzący wodą step i pokruszony beton, i popękany asfalt".
Reporterskie obrazy z Donbasu - Słowiańska i Kramatorska, Kijowa oraz z Ukrainy Zachodniej - ze Lwowa, z granicy z Polską, czyli niby z Zachodem i z tzw. jedenastki, drogi prowadzącej do Lwowa od granicy z Polską. "Ukraina naprawdę tworzy się na nowo. To państwo dopiero teraz się konstruuje. Wcześniej niepodległość Ukrainy nie zależała od samych Ukraińców. Teraz to oni zdecydowali, że przebudują swoje państwo i je stworzą. Dzieje się to na naszych oczach" - powiada Szczerek. (Marek Radziwon)
Julia Fiedorczuk, "Nieważkość", Marginesy Magdalena Grzebałkowska, "1945. Wojna i pokój", Agora Łukasz Jarosz, "Kardonia i Faber", Biuro Literackie Piotr Ibrahim Kalwas, "Egipt. Haram Halal", Dowody na Istnienie Marcin Kącki, "Białystok. Biała siła czarna pamięć", Czarne Angelika Kuźniak, "Stryjeńska. Diabli nadali", Czarne Ewa Lipska, "Czytnik linii papilarnych", Wydawnictwo Literackie Renata Lis, "W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu", Sic! Piotr Matywiecki, "Którędy na zawsze", Wydawnictwo Literackie Weronika Murek, "Uprawa roślin południowych metodą Miczurina", Czarne Bronka Nowicka, "Nakarmić kamień", Biuro Literackie Joanna Olczak-Ronikier, "Wtedy. O powojennym Krakowie" Łukasz Orbitowski, "Inna dusza", Od Deski do Deski Maciej Płaza "Skoruń", WAB Uta Przyboś "Prosta" Forma Dariusz Rosiak, "Ziarno i krew", Czarne Żanna Słoniowska, "Dom z witrażem", Znak Jerzy Sosnowski, "Co Bóg zrobił szympansom", Wielka Litera Katarzyna Surmiak-Domańska, "Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość", Czarne Ziemowit Szczerek, "Tatuaż z trybuzem", Czarne
Źródłó: http://wyborcza.pl/1,75410,20101677,nagroda-nike-2016-nominacje-oto-20-ksiazek-roku.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


Sex horoskop - Ryby (19.02-20.03)